home Wydarzenia Jura Rally

Jura Rally

Sezon już na dobre się rozpoczął, więc nastała pora na kolejny rajd. Tym razem wybraliśmy się na Jura Rally. Impreza, jak sama nazwa wskazuje, odbywa się na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Na szczęście mieliśmy już małe doświadczenie z Kociego Rajdu, dzięki czemu mogliśmy się lepiej przygotować, czyli między innymi zabrać ze sobą ubrania przeciwdeszczowe 😉

 

Ze względu na wczesną godzinę startu Rajdu, z Opola wyruszyliśmy dość wcześnie, bo w piątek rano. Tym razem ekipa składała się z 4 osób. W drodze do celu zahaczyliśmy o Częstochowę. Byliśmy lekko zdziwieni tym, że wbrew naszym obawom, na Jasnej Górze wcale nie było tłumów. Owszem, nie można powiedzieć, że było pusto, ale nam to miejsce zawsze kojarzyło się z ogromną ilością ludzi… Bez problemu udało nam się wejść do Kaplicy Matki Boskiej Jasnogórskiej, odwiedziliśmy również Skarbiec. Wydawało nam się, że ta sala powinna być bardziej… imponująca. A tymczasem to kaplica kipiała od złota i różnistych ozdób.

IMG_0622

Ale wracając do tematu…

Na miejsce (Jurajski Gród, miejscowość Piasek) dotarliśmy jako pierwsi uczestnicy. I nawet dobrze, bo mieliśmy czas rozejrzeć się po okolicy i coś przekąsić. Nie musieliśmy daleko szukać – jedzenie w Jurajskim Grodzie jest naprawdę pyszne. Na terenie obiektu mieści się również Park Miniatur Zamków Jurajskich. Znajdujące się tam makiety zostały wykonane z kamienia wapiennego, w skali 1:20. Atrakcja chyba głównie przygotowana dla dzieci, ale za to zdobyliśmy wiedzę, która przydała się podczas Rajdu.

DSC_0714

I się zaczęło…

Wystartowaliśmy na początku stawki. Do pierwszego punktu prowadził itinerer. Dość szybko udało nam się tam trafić. Mieliśmy możliwość zwiedzenia Jaskini Głębokiej w rezerwacie przyrody Góra Zborów. Pani przewodnik mówiła o genezie jaskini oraz szacie naciekowej, udało nam się zobaczyć nietoperze.

DSC_0779

Po tej 30-minutowej wycieczce udaliśmy się do biura Rajdu, gdzie czekało na nas nowe zadanie – przyporządkowanie zdjęć zamków jurajskich do ich nazw. Trzeba przyznać, że nie było łatwo. Zaraz potem dostaliśmy wskazówki jak dotrzeć do kolejnych punktów (już bez itinerera). Niektóre z podpowiedzi zostały sformułowane w postaci wierszyków.

Po długich naradach (i kawie ;)) skierowaliśmy się do Ogrodzieńca w poszukiwaniu… konia/ stadniny koni. Cel znaleźliśmy przez przypadek, bo praktycznie zaparkowaliśmy przed nim, jednocześnie wcześniej go nie widząc… Koniem okazała się jedna z organizatorek imprezy, która miała na sobie plastikową głowę zwierzęcia. Zadowoleni z siebie wybraliśmy się na pyszne flaki serwowane w restauracji pod ogrodzienieckim zamkiem.

Niestety, nasze zadowolenie szybko znikło, gdy zorientowaliśmy się, że wciąż nie wiemy gdzie znajduje się opisana w instrukcji ferma strusi. Ruszyliśmy trasą obligatoryjną w nadziei, że znajdziemy to miejsce oraz budynki ze zdjęć, które mieliśmy dodatkowo odszukać. Nagle, złota myśl Daniela – wracamy do Ogrodzieńca, tam musi być ferma. I była. Przywitał nas przemiły gospodarz, który powiedział co nieco o swoich podopiecznych. Panie miały nawet okazję je nakarmić. Kolejny punkt zaliczony, ale kilometry (duuużo kilometrów) nabite 🙁 Tym samym już wiedzieliśmy, że nie ma szans na czołowe miejsca w klasyfikacji Rajdu. Ale walczyć trzeba dalej! Wróciliśmy na trasę i bez problemu odszukaliśmy obiekty ze zdjęć, których wcześniej nie zauważyliśmy. Tam sweet focia (dowód) i dalej w drogę.

DSC_0797

Pod kościołem w Sokolnikach czekała na nas kolejna konkurencja, wbrew pozorom także nie taka łatwa. Uczestnicy musieli pokonać slalom w parach, mając na sobie drewniane narty. Było sporo śmiechu… i równie dużo upadków, na szczęście na miękkie, trawiaste podłoże.

Dalej ruszyliśmy w kierunku zamków w Mirowie i Bobolicach. Obydwa zabytkowe obiekty są częścią Szlaku Orlich Gniazd. W Mirowie zostały już tylko ruiny zamku z XIV wieku, gdyż budowla została zniszczona w czasie potopu szwedzkiego. Natomiast w zamek Bobolicach zrekonstruowano i dziś można zwiedzać komnaty oraz muzeum tam się mieszczące. Obydwie budowle na swój sposób są do siebie podobne i równie piękne.

DSC_0801

Kolejne zadanie odbyło się w miejscowości Żarki, przy ruinach kościoła pw. św. Stanisława. Jeden z zawodników musiał przejść wyznaczoną trasę z zawiązanymi chustą oczami oraz z kubkiem wody w ręku. Druga osoba mogła go instruować. Tutaj poszło nam całkiem dobrze, Daniel doniósł do mety prawie pełen kubek.

Znalezienie ostatniego punktu Rajdu nie byłoby możliwe, gdyby nie pomoc lokalnych mieszkańców. Zgodnie z treścią „pomocniczego” wierszyka ,w Siedlcu szukaliśmy „czegoś”, co ma napis na wspomnianej w układance „dupce”. Okazało się, że tym czymś wcale nie jest żaden pomnik, jak początkowo myśleliśmy, a Jaskinia na Dupce (w tym wypadku Dupka to pagórek, na którym mieściła się ów grota).

Po kilkugodzinnej jeździe, mocno zmęczeni, dotarliśmy do mety. A tam czekali już na nas organizatorzy z niesamowicie dobrą cytrynówką 😉 Zdobyte na trasie odpowiedzi okazały się prawidłowe, zaliczyliśmy wszystkie zadania. Niestety zrobiliśmy trochę za dużo kilometrów. Co nam pozostało? Zabawa do późnych godzin nocnych 😀

Na powrót zaplanowaliśmy jeszcze wizytę na zamku w Olsztynie. Jest to obiekt większy niż wyżej wspomniane zamki w Mirowie i Bobolicach. Do czasów obecnych zachowały się fragmenty zamku górnego z cylindryczną wieżą oraz baszta Sołtysia-Starościańska. Trzeba się trochę powspinać, ale za to ze szczytu wzgórza rozciąga się piękny widok na miasto. Ze względu na dość silny wiatr, nie przeciągaliśmy zbyt długo naszej wizyty tam.

DSC_0833

DSC_0851

Na trasie wpadliśmy na żurek do zajazdu Tytan w Kochanowicach – zdecydowanie nie polecamy tego miejsca! Niemiła obsługa, kiepskie jedzenie.

Jura Rally to na razie jeszcze (!) dość kameralny rajd, ale jesteśmy pewni, że z roku na rok frekwencja będzie coraz większa. Poza tym owa kameralność wcale nam nie przeszkadzała, bo dzięki temu mogliśmy poznać całe grono niezwykle ciekawych osób. Ponadto należy podkreślić, że jest to impreza dla ambitnych – trzeba trochę pomyśleć zanim wyruszy się w trasę, dokładnie przeanalizować, która droga będzie najkrótsza (w punktacji bardzo istotna była ilość przebytych kilometrów). Pogoda co prawda nas nie rozpieszczała, ale przecież drobny deszcz, to nie przeszkoda, zwłaszcza jak ma się na sobie membranę. Nie odbyło się też bez drobnych strat. Wszystko za sprawą zbyt mocnego zakrętu, który wywiódł (dosłownie) w pole naszego kolegę. Na szczęście upadek nie był gwałtowny, pozostał jedynie niewielki ślad na motocyklu – złamany kierunkowskaz.

Podsumowując, Jura Rally, to naprawdę fajna i ciekawa motocyklowa impreza, z wieloma atrakcjami dla uczestników i świetną atmosferą. Wielkie brawa dla organizatorów, widzimy się za rok 🙂

DSC_0692

%d bloggers like this: