home Polska Deszcz, komary i sielanka

Deszcz, komary i sielanka

Siedzimy teraz na werandzie pięknego domu, jakieś 16 km od Wilna. Jest ciepło, pijemy zimne piwo o smaku coli… Ale wcześniej nie było tak sielankowo…

Nasza podróź nie zaczęła się zbyt wesoło. Juź w okolicach Łodzi dopadła nas ulewa. Nie ciepły, letni deszcz, tylko ulewa… Mimo ubrań przeciwdeszczowych przemokliśmy do suchej nitki. Przez pogodę nieco opóźnił się nam przyjazd do Modlina, naszego pierwszego przystanku na trasie. Zwiedzanie Twierdzy przełoźyliśmy więc na sobotni poranek.

Twierdza Modlin prezentuje się okazale, ale trzeba przyznać, że na razie jest nieco zaniedbana. Widać jednak, że trwają tam prace renowacyjne. Co prawda ze względu na wczesną porę wizyty nie udało nam się zwiedzić jej od środka z przewodnkiem, ale obeszliśmy ją dookoła. Trwało to trochę czasu, przez sporą część drogi trzeba było przebijać się przez pokrzywy.

 

Po zwiedzaniu Twierdzy szybko ruszyliśmy w kierunku Mazur i granicy polsko-litewskiej. Pod wieczór znaleźliśmy nocleg w miejscowości Zelwa. Rozbiliśmy namiot nad samym jeziorem,  co okazało się bardzo zgubne, gdyż w nocy zaczęły szaleć  komary i nie pomagały żadne preparaty. Widoki oczywiście przepiękne…

DSC_0753

Podróż na Litwę minęła bardzo spokojnie, można rzec,  że wręcz monotonnie. Pierwszym przystankiem u naszego sąsiada były Troki, które szczycą się swym pięknym zamkiem na jeziorze. Budowla rzeczywiście okazała. Upał panował niemiłosierny, więc mimo wszystko nie zagościliśmy tam długo.

Popołudniu dotarliśmy już do miejsca, w którym jesteśmy obecnie. Mimo ze Bezdonys od granicy oddalony jest o wiele kilometrów,  to czujemy się tu jak w Polsce. Pewnie dlatego, że wszyscy używają naszego rodzimego języka.

To tak po krótce, dłuższa relacja na pewno pojawi się po naszym powrocie.

%d bloggers like this: