Czy warto jechać do Górskiego Karabachu?

Górski Karabach to teren o którym niewiele przeczytacie w przewodnikach czy nawet w Internecie. Dlaczego? Bo jest przedmiotem wieloletniego sporu pomiędzy chrześcijańską Armenią a muzułmańskim Azerbejdżanem. W wyszukiwarkach królują głównie informacje dotyczące konfliktu zbrojnego, który oficjalnie zakończył się w połowie lat 90-tych. Ale mieszkańcy tamtejszych miast i wiosek coraz bardziej otwierają się na turystykę. Zwłaszcza, że mają przyjezdnym dużo do zaoferowania. Zatem – czy warto udać się w podróż do Górskiego Karabachu?

Górski Karabach szlaki górskie

Stan obecny

Dziś Górski Karabach jest niezależną republiką. Nie uznaje jej jednak żadne państwo na świecie. W rzeczywistości pieczę nad tymi terenami sprawują Ormianie. Stąd też dobre stosunki gospodarcze i polityczne ma głównie z Armenią.

Pomimo że walki nie toczą się już od dawna (nie licząc drobnych incydentów), pewien niepokój wciąż czuć w powietrzu. Zdecydowanie częściej widzi się grupy wojskowych, często spotyka się też ślady po wojnie (np. czołgi). Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostrzega przed podróżowaniem po Górskim Karabachu, a oficjalny komunikat mówi o ewentualnym braku pomocy ze strony służb konsularnych – MSZ – Informacje o Armenii i Karabachu

Podczas naszego kilkudniowego pobytu tam, nie zdarzyło się jednak nic, co zachwiałoby nasze poczucie bezpieczeństwa. Ważne jest to, by poruszać się głównie po utartych szlakach, gdyż niektóre obszary mogą być wciąż zaminowane. Trzeba też przed wyjazdem uważnie śledzić sytuację w regionie, gdyż może się ona zmienić.

Górski Karabach wojsko

Wiza

Aby przebywać na terytorium Górskiego Karabachu trzeba mieć wizę. Specjalnie piszę „przebywać”, a nie wjechać. Na granicy konieczne jest jedynie okazanie paszportu. Cała procedura trwa o wiele szybciej niż ta na granicy gruzińsko-armeńskiej. Wtedy też każdy otrzymuje informację, gdzie i jak wyrobić wizę (łącznie z konkretnym adresem na kartce). Trzeba to zrobić jak najszybciej, najlepiej tego samego dnia.

Górski Karabach wiza

W celu otrzymania wizy należy się udać do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Stepanakercie, stolicy Górskiego Karabachu. Wypełnia się dość standardowy formularz, wpisując swoje dane oraz miasta, które chce się odwiedzić. Urzędnik, który nas obsługiwał był miły i pomocny. Nie jest prawdą, że trzeba mieć swoje zdjęcie. Przed wizytą w Ministerstwie, warto rozejrzeć się za noclegiem, bo urzędnik o to pyta. Wiza jest płatna. Procedura w zależności od ruchu turystycznego może potrwać kilka minut do kilku godzin. Można więc w międzyczasie pójść do którejś z pobliskich restauracji.

To czy posiadamy wizę może być skontrolowane podczas naszego pobytu przez policję lub wojskowych oraz przy wyjeździe na przejściu granicznym. My opuściliśmy Karabach bez jakiejkolwiek kontroli, w zasadzie nie zauważyliśmy nawet, że minęliśmy granicę. Może się jednak zdarzyć, że na przejściu ktoś Was zatrzyma – brak wizy może być wtedy dużym problemem.

Górski Karabach 2016

Górski Karabach i jego monastery

Ale dość o konfliktach i formalnościach. Górski Karabach ma wszystko to, co przyciąga turystów: przepiękne góry, kaniony, ogromne połacie lasów, gejzery i rwące potoki. To też miejsce, gdzie znaleziono jedne z najstarszych śladów człowieka. I są jeszcze dzieła ludzkich rąk – a wśród nich niesamowite monastery. Najbardziej znane to Dadiwank, Gandzasar, Amaras i Gtachawank. My byliśmy w dwóch pierwszych.

Zespół klasztorny Dadiwank powstał w połowie średniowiecza, choć pierwsza świątynia w tym miejscu istniała już w I w. n. e. Zobaczyć można nie tylko główny kościół, ale też mniejsze kaplice, grobowce oraz dzwonnicę. Niestety wojna nie ominęła monasteru. Został zniszczony przez muzułmanów w latach 90-tych. Odbudowano go dopiero w 2004 roku dzięki środkom od prywatnego inwestora. Podczas zwiedzania towarzyszył nam jeden z miejscowych, który próbował przybliżyć nam historię klasztoru i pokazać jego najciekawsze zakątki. Wstęp jest bezpłatny, choć można też przekazać drobne datki na dalszą renowację obiektu.

Z kolei monaster Gandzasar uznawany jest za jedno z największych osiągnięć architektury ormiańskiej. Głównym budynkiem jest katedra św. Jana Chrzciciela, gdzie można zobaczyć płaskorzeźby przedstawiające m. in. Adama i Ewę. Gandzasar w dosłownym tłumaczeniu oznacza „górę cudów”. I rzeczywiście, ponoć niezwykłe zdarzenia miały tam miejsce. Podczas wojny o Karabach, pociski wystrzelone w stronę klasztoru zmieniały kierunek, natomiast na ścianach miały pojawić się wizerunki aniołów.

Górski Karabach atrakcje

My na pewno zapamiętamy tę świątynię z innego powodu. Otóż byliśmy tam pierwszy raz w życiu świadkami obrzędu egzorcyzmu! Weszliśmy w trakcie i dopiero głośne krzyki młodej kobiety, nad którą egzorcyzmy odprawiano, sprawiły, że zrozumieliśmy o co w tej sytuacji chodzi. W pewnym momencie rozległ się donośny głos duchownego i część obecnych w popłochu wyszła ze świątyni. Do dziś nie wiemy, czy dobrze postąpiliśmy, że zostaliśmy…

Monaster Gandzasar

Nie tylko kościoły

Jak już wspomnieliśmy wcześniej, Górski Karabach ma turystom wiele do zaoferowania. Jeśli będziecie odwiedzać Gandzasar, polecamy na chwilę zatrzymać się w miejscowości Wank. Znajduje się tam specyficzny płot zbudowany z tablic rejestracyjnych. Ponoć pozostawili je mieszkańcy uciekający z tych terenów podczas wojny. Nieopodal ogrodzenia stoi dość popularny tutaj hotel Eklektika, wybudowany na wzór statku. Nic dziwnego, że przez większość jest nazywany po prostu „Titianicem”.

W Stepanakercie warto przede wszystkim zobaczyć pomnik „My i nasze góry”, będący w tej chwili już symbolem Górskiego Karabachu. Umieszczono go na niewielkim wzgórzu, na obrzeżach miasta. Nie ominie Was też pewnie wizyta na placu Odrodzenia, gdzie mieści się m. in. pałac prezydencki. Sama stolica jest dość zadbana, sporo tu hotelów i restauracji, więc jest to dobre miejsce jako baza wypadowa.

Stepanakert, My i nasze góry pomnik

Jednak Górski Karabach zwiedza się głównie dla jego przyrody. A ona jest niesamowita. Mocno zielone góry stanowią duży kontrast dla półpustynnych terenów Armenii, które widzieliśmy jeszcze kilka godzin wcześniej. Gdy już znudzą się Wam górskie wędrówki, odpocząć możecie przy jeziorze Sarsung Su Anbari. Woda w nim ma kolor szmaragdowy! Co prawda w niektórych miejscach trzeba uważać, bo zejście do wody zaczyna się skarpą, ale i tak warto. Na pobliskiej łące można sobie urządzić piknik i często w towarzystwie krów podziwiać widoki.

Górski Karabach ciekawe miejsca, jezioro

Jeśli chodzi o miejsca, w których można zażyć kąpieli to na tym nie koniec. Gejzery Zuar położone wzdłuż rzeki Tartar, w niewielkiej odległości od monasteru Dadivank, były niewątpliwie odkryciem tego wyjazdu. Zbiorniki są dwa. W mniejszym woda jest tak gorąca, że wytrzymać można tylko kilkanaście sekund. Drugi zaś jest większy, a i woda nieco przyjemniejsza. Gdyby komuś jednak nadal było zbyt ciepło, to alternatywą jest rzeka, która z kolei jest wręcz lodowata. Można również posmarować się piaskiem z dna gejzeru. Ma on ponoć właściwości peelingu. Korzystać z gejzerów można do woli i bezpłatnie. Płaci się opcjonalnie, gdy ktoś chce skorzystać z noclegu w domkach położonych tuż obok (nie polecamy – bardzo zaniedbane). Pewne jest, że oglądanie gwiazd, siedząc w ciepłym gejzerze, w towarzystwie znajomych, to jedno z tych wspomnień, które pozostanie z nami na długo.

Górski Karabach gejzery

Miasto, którego nie ma

Nie da się jednak ukryć, że mimo tych pięknych przeżyć i krajobrazów, piętno wojny odcisnęło ślad na Karabach i nie tak łatwo będzie go zatrzeć. Na obrzeżach miast można spotkać wraki samochodów czy różnego rodzaju żelastwa niewiadomego pochodzenia. Pojawiają się też czołgi-pomniki, mające upamiętniać te tragiczne wydarzenia.

Po dłuższym namyśle, zdecydowaliśmy się odwiedzić Agdam, miasto które chyba najbardziej ucierpiało podczas wojny. W zasadzie zostało prawie zrównane z ziemią, stąd mówi się o nim jako o „mieście duchów”. Podstawowym problemem jest to, że obecnie na części tego obszaru mieści się baza wojskowa. Drogi dojazdowe są kontrolowane przez żołnierzy i tylko nieliczni mogą się tam dostać. Pozostaje jeszcze ryzyko związane z minami. My jednak poruszaliśmy się tylko po głównych drogach, które były wielokrotnie uczęszczane.

Agdam zniszczone miasto Górski Karabach

Głównym punktem naszej wizyty w Agdamie był meczet. Jest to chyba jedyna budowla, która nie została doszczętnie zniszczona. Być może dlatego, że jej wieże stanowią doskonały punkt obserwacyjny. Oczywiście na wieżę się wdrapaliśmy, ale… na dole czekało już na nas dwóch żołnierzy. Sprawdzili nasze wizy, nie obyło się bez negocjacji i drobnej łapówki w postaci papierosów.

Co ciekawe, ponoć w Agdamie dalej mieszka ponad 300 osób. Jest sklep z zakratowanym oknem, zaopatrzony głównie w alkohol. Miasto jest także deklarowaną siedzibą azerskiego klubu piłkarskiego Qarabağ Ağdam, grającego w tamtejszej I lidze.

Nocleg

W takich miejscach jak Górski Karabach warto skorzystać z bazy hotelowej, która wbrew pozorom wcale nie jest tak uboga jak można sądzić. Największa jest oczywiście w Stepanakercie. Można też próbować szukać w Szuszy, drugim co do wielkości mieście Karabachu.

Nie podam Wam jednak nazw hoteli, bo… o ironio (!) sami ze swoich rad nie skorzystaliśmy 😉 Wiele rzeczy się na to złożyło, ale ostatecznie obydwie noce spaliśmy pod namiotem. Jednak o ile w Armenii nocowaliśmy zupełnie na dziko, tutaj sprawa miała się zgoła inaczej. W Górskim Karabachu nie jest łatwo o takie tereny. Jak to już kilkakrotnie wspominaliśmy, chodzi głównie o pozostałości po wojnie. Naszym zdaniem nie warto ryzykować, zwłaszcza że ceny hoteli nie są wygórowane.

Górski Karabach nocleg

Pierwszy nocleg znaleźliśmy niedaleko Stepanakertu, nad niewielką rzeką. Teren wymagał przygotowania pod namioty, a dostęp do wody był bardzo ograniczony. Na szczęście ekipa motocyklowa znalazła alternatywę. Ostatecznie nocowaliśmy w sadzie, zaproszeni przez ormiańską rodzinę.

Natomiast drugiego dnia spaliśmy tuż obok wspominanych wcześniej gejzerów. Nie był to co prawda dobry teren pod namiot (wysokie trawy i kamienie), ale tutaj liczyło się miejsce. Zarządca terenu zgodził się na bezpłatny nocleg, choć na samym początku nie chciał zezwolić nawet na jakikolwiek namiot. Niestety, spanie obok takiej atrakcji, ma też swoje minusy. Większość z nas nie przespała tej nocy, bo nieustannie ktoś się kręcił wokół (imprezowicze w nocy, stado koni nad ranem).

Górski Karabach góry

Mam nadzieję, że po tym jak przeczytaliście ten dość długi wpis, nie będziecie mieli wątpliwości czy przekraczać granicę Górskiego Karabachu. Oczywiście podróżować powinno się „z głową”. Jak podczas każdej wyprawy trzeba być ostrożnym, bo najważniejsze jest bezpieczeństwo. Nikt nie zagwarantuje Wam, że sytuacja za kilka miesięcy będzie równie dobra, dlatego jeśli wybieracie się w te rejony, na bieżąco śledźcie doniesienia o nich. Dla nas była to niezapomniana przygoda, z której przywieźliśmy dziesiątki miłych wspomnień. Oto one w wersji video:


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , by with 15 komentarzy.

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close
%d bloggers like this: