home Azja Jezioro Inle – najbardziej skomercjalizowana atrakcja Birmy?

Jezioro Inle – najbardziej skomercjalizowana atrakcja Birmy?

Gdy w wyszukiwarce słynnego „wujka Google” wpiszesz słowo „Myanmar” lub „Birma”, jako pierwsze pojawią się zdjęcia z Bagan. Natomiast w następnej kolejności zobaczysz fotografie tajemniczych rybaków, wiosłujących w charakterystyczny sposób. To mężczyźni z plemienia Intha zamieszkujący tereny wokół Inle Lake. Jezioro Inle to obecnie jedna z najbardziej popularnych atrakcji Mjanmy, miejsce do którego dociera chyba każdy turysta odwiedzający ten kraj. Czy warto?

Jak dostać się nad Jezioro Inle?

Dojazd nad Inle Lake nie sprawia większego problemu – prawie z każdego większego miasta kursują w tą stronę autokary. Turyści najczęściej przybywają tutaj z Baganu lub z Rangunu. Trzeba jednak pamiętać, że szuka się transportu do miejscowości Nyaungshwe, co nieco może mylić, bo część osób oczekuje nazwy „Inle Lake”.

Inle Lake Myanmar

Inną, bardzo popularną opcją, jest trekking z pobliskiego Kalaw, aż nad jezioro Inle. Organizują to agencje turystyczne, specjalizujące się w tego rodzaju wycieczkach. Przeważnie trekking trwa 3 dni, a duże bagaże są dowożone na miejsce przez organizatorów. Więcej o trekkingu w okolicach Kalaw przeczytacie >>tutaj<<

Dziwnym trafem, my wybraliśmy jedną z gorszych opcji – po zakończonym trekkingu wokół Kalaw, próbowaliśmy dostać się transportem publicznym nad jezioro Inle. Nasza wycieczka zakończyła się późnym popołudniem. Niestety, okazało się, że w tym czasie, znaleźć coś co jedzie w tamtym kierunku wcale nie jest takie proste. Wszystkie autobusy były przepełnione i nawet nie stawały w Kalaw. Jeśli już jakieś auto czy bus zatrzymywało się, to okazywało się, że dalej już nie jedzie. Na dodatek powstało pewne zamieszanie, bo miejscowi powiedzieli nam, że nie dostaniemy się tam bezpośrednio, tylko najpierw musimy jechać do innej miejscowości, gdzie jest duże centrum przesiadkowe.

Gdy już powoli zaczynało się ściemniać, po ponad godzinie stania na drodze, zdecydowaliśmy się na usługi taksówkarza. Na szczęście końcowa cena (23 000 kyatów) znacznie różniła się od tej początkowej, mocno zawyżonej i ostatecznie w podziale na 3 osoby nie wyszło tak dużo. Alternatywą był kolejny nocleg w Kalaw, a my chcieliśmy już ruszać dalej.

jezioro Inle - Birma atrakcje

Nyaungshwe – nocleg

Miejscowość Nyaungshwe, jak już wcześniej wspomniałam, jest bazą wypadową nad jezioro Inle. Co ważne, za wjazd do strefy Inle Lake (i tym samym także do miasta), płaci się specjalną opłatę – 10$/os. Jest to nowość, wiemy, że osoby, które podróżowały jeszcze kilka lat temu nie zetknęły się z tym. Bilet, który otrzymuje się na wjeździe, warto ze sobą nosić na wypadek kontroli.

Same Nyaungshwe nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ma dobrze rozbudowaną bazę hotelową, dlatego nietrudno znaleźć tu nocleg. My zdecydowaliśmy się na Hotel Gold Star. Koszt to 11$ za noc przy pokoju 3-osobowym. Był to jeden z lepszych hoteli, w których nocowaliśmy w Birmie. Pokój i łazienka wyjątkowo czyste, śniadania różnorodne, miła obsługa. Standard wyższy niż przeciętny hotel w tym kraju. Nawet nie przeszkadzały nam jaszczurki, które ganiały po ścianach pokoju (swoją drogą nie wiem jakim cudem na 3 piętrze!?).

nocleg nad jeziorem Inle

W miejscowości jest mnóstwo restauracji i knajp, które tylko czekają na przybycie turystów. W porównaniu np. do Mandalay, raczej trudno dostrzec w nich stołujących się miejscowych. My w swoich poszukiwaniach nawet nie musieliśmy odchodzić daleko od hotelu, bo mieliśmy pod nosem smaczną i tanią knajpkę Red Star. Standardowy obiad (kurczak z ryżem i warzywami) kosztował tam 2500 kyatów, a owocowe koktajle 1000 kyatów. Równie smacznie jada się w położonej niedaleko restauracji „Paw Paw”. Warto spróbować „Shan special salad”, sałatki charakterystycznej dla tych terenów.

największe atrakcje Birmy

To w Nyaungshwe szuka się też łódki (wraz z motorniczym), którą wypływa się na jezioro Inle. Program zwiedzania, o ile nie umówicie się inaczej, u każdego motorniczego jest w zasadzie taki sam. Dlatego nie ma co wierzyć zapewnieniom, że tylko jego wycieczka jest absolutnie wyjątkowa. Szukać w zasadzie nie trzeba, bo samozwańczy przewodnicy sami pojawiają się znikąd i proponują swoje usługi. Przed ostateczną decyzją warto najpierw zobaczyć jak wygląda łódka i porozmawiać chwilę z motorniczym, by zorientować się na ile sprawnie posługuje się angielskim. Cena podana na początku jest oczywiście mocno zawyżona, dlatego konieczne są negocjacje. My ostatecznie zapłaciliśmy 18 000 kyatów.

jezioro Inle zwiedzanie

Rybak znad jeziora Inle – wyprawa po zdjęcie

Inle Lake i okolice są tak popularne z wielu powodów. Jednym z nich są malownicze krajobrazy, które rozciągają się wokół. Drugim zaś duże zróżnicowanie etniczne grup tam zamieszkujących. Są wśród nich przedstawiciele takich plemion jak: Shan, Pa-O, Kayah czy Taung Yo. Jednak najliczniejszą i najbardziej znaną grupą jest Intha, o której wspominaliśmy na początku.

Rybacy z wioski Intha stworzyli charakterystyczną technikę wiosłowania przy użyciu nogi. Do połowu używają dużych koszy, na głowie mają stożkowate kapelusze. To sprawia, że każdy chce mieć zdjęcie rybaka znad jeziora Inle. I to jest w zasadzie jeden z pierwszych widoków, który czeka na nas podczas wycieczki. Każdy łapie za aparat i stara się zrobić jak najlepsze ujęcie. „Rybacy” natychmiast to zauważają i zaczynają pozować. To całym przedstawieniu, nasz przewodnik dopływa do nich, a turysta nie ma wyjścia i musi zapłacić.

jezioro Inle

To nasze pierwsze tak negatywne doświadczenie w Myanmie (niestety nie ostatnie). W rzeczywistości rybacy, których spotykają wycieczki, nie zajmują się już połowem ryb, a turystyką. Oczywiście, gdzieś w oddali można zobaczyć tych „prawdziwych” rybaków, ale przewodnicy nie podpływają do nich na tyle blisko, by zrobić dobre zdjęcie.

co zobaczyć nad Inle Lake

Jezioro Inle – świątynie

Znając przewodniki i mając w pamięci rady znajomych, plan wycieczki można nieco modyfikować. Choć są oczywiście miejsca, z których rezygnować nie warto. Na pewno trzeba odwiedzić pagodę Phaung Daw Oo. W samym jej centrum znajduje się ołtarz z pięcioma posągami przedstawień Buddy. Ale ich widok może dziwić. Otóż przez lata wskutek nawarstwiania się płatków złotej folii, figury przybrały kształt małych kuleczek! Co ciekawe, mężczyźni (bo tylko oni mogą podejść tak blisko) cały czas przychodzą do ołtarza i naklejają kolejne płatki. Niecodzienny widok!

jezioro Inle

co zobaczyć nad jeziorem Inle

Innym często odwiedzanym tego typu miejscem jest klasztor Nga Hpe. Kiedyś „grasowały” tu wytresowane przez mnichów koty. Ich numerem popisowym był skok przez obręcze. Z tego powodu miejsce to zostało nazwane „klasztorem skaczącego kota”. Obecnie po kotach nie ma śladu, jednak wizyta tutaj nie jest czasem straconym, bo w świątyni znajdują się także zabytkowe przedstawienia Buddy.

świątynie w Birmie

Życie codzienne mieszkańców

To co najbardziej może zadziwiać to to, jak żyją mieszkańcy jeziora. Bo oprócz mieścin znajdujących się wokół, są też całe wioski stworzone na wodzie. Domy zostały umieszczone na wysokich, drewnianych palach. Często są niewielkie i składają się z jednej czy dwóch izb, jednak można dostrzec też większe budowle. Mimo tego dość skromnego wyglądu, we wsiach widać też słupy elektryczne oraz… anteny satelitarne.

Niezwykle ciekawie wyglądają pływające ogrody. Utworzono je na matach i pływają po powierzchni jeziora. W ten sposób hoduje się warzywa, owoce i kwiaty. Najczęściej można dostrzec paprykę, pomidory, ogórki i bataty.

pływające ogrody, atrakcje Birmy

Nieodłącznym elementem wycieczki jest odwiedzanie lokalnych rzemieślników. Można się przyjrzeć jak powstają poszczególne produkty, a także je zakupić. Niestety w większości zakładów ceny są mocno zawyżone. Choć trzeba przyznać, że nie brakuje chętnych – dla Amerykanów czy Anglików to nie są tak wysokie kwoty, dla nas nadal tak. Zauważyliśmy, że minimalna stawka to często 20$ (np. za szal).

warsztaty nad jeziorem Inle

co zobaczyć nad Inle Lake

Zwiedza się m. in. wioskę Kyaing Kan, gdzie tka się szaty z lotosowych nici. Przewodniczka mówi płynnie po angielsku i tłumaczy wszystkie etapy produkcji. Podobnie miejsce odwiedziliśmy już w Mandalay , ale i tak to wszystko robi na nas spore wrażenie. Motorniczy zabiera nas również do Nampan, gdzie wytwarza się cygara. Mają różne smaki, chętni mogą degustować. Wydaje nam się, że to jedyny sklep, gdzie ceny nie były zawyżone. Oprócz cygar można tam było kupić m. in. naczynia ceramiczne. Odwiedziliśmy też zakład, gdzie wytwarza się srebrną biżuterię.

jezioro Inle - warsztaty

Największe rozczarowanie

O ile wizyta we wspomnianych wyżej zakładach była jeszcze do przyjęcia, to zostaliśmy również zabrani do miejsca, z którego czym prędzej chcieliśmy uciec. Chodzi mianowicie o chatę, w której przebywają tzw. Kobiety – Długie Szyje.

Kobiety pochodzą z plemienia Padaung, gdzie panuje tradycja nakładania na szyje metalowych obręczy. Pierwsza z nich jest dodawana, gdy dziewczynka osiągnie 5 lat. Potem przez lata ubierane są kolejne. W efekcie kobieta nosi na swojej szyi kilka kilogramów. Fizycznie jej szyja nie wydłuża się, obniżają się za to obojczyki i deformuje klatka piersiowa. Często panuje też błędne przeświadczenie, że po zdjęciu ozdób kręgosłup nie wytrzyma.

Większość kobiet z plemienia Padaung uciekła z Birmy do Tajlandii w obawie przed wojskowym reżimem. W miejscu, które odwiedziliśmy przebywała tylko jedna „kobieta Długa Szyja”. Siedziała w kącie i tkała. Próbowała uśmiechać się do zdjęć, ale widać, że ten uśmiech był wymuszony. W porównaniu do innych warsztatów, tutaj nie było nawet przewodnika, który opowiedziałby cokolwiek o tym plemieniu. Na szafce ustawiono jedynie kartkę informującą, kiedy i ile obręczy kobieta musi w danym czasie na siebie założyć.

atrakcje nad Inle Lake

W zasadzie gdy tylko przeszliśmy próg tej chaty, mieliśmy chęć ją opuścić. Zrobiliśmy szybko zdjęcie, bardziej w celach dokumentacyjnych i ruszyliśmy dalej. Nasz motorniczy był mocno zaskoczony – według niego to największa atrakcja Inle Lake.

Plemię Kobiet Długich Szyj

Odczarowujemy jezioro Inle

Wynajem łódki jest najprostszym i chyba najlepszym sposobem zwiedzania jeziora Inle. Ale nie jedynym. Dlatego kolejnego dnia postanowiliśmy wypożyczyć rowery i zwiedzać okolice sami.

Z wypożyczeniem nie było najmniejszego problemu. Koszt to 2000 kyatów za dzień. Rowery nie były może najlepszej jakości, ale dało się jechać.

Przejechaliśmy przez kilka pobliskich wsi, w każdej z nich odwiedziliśmy świątynie (monastyr Myathin Ten, pagoda w Nigyan Taungyon). Zadziwił nas panujący tam spokój. Po drodze prawie nie mijaliśmy turystów, a mieszkańcy patrzyli się na nas nieco dziwnie, choć życzliwie. Świątynie były puste, o wiele skromniejsze niż te na popularnych trasach. Niezwykły klimat!

nietypowe miejsca nad jeziorem Inle

Udało nam się dotrzeć do dość odległej jaskini Htetain. W jej wnętrzach znajdują się posągi Buddy. Zdawała się być opuszczona – nikt nie pilnuje wejścia, nie ma turystów, są odcinki, gdzie jest zupełnie ciemno. Niestety, droga, zwłaszcza pokonywana rowerem, ze względu na liczne wzniesienia, nie należy do najprostszych.

atrakcje Birmy

Tak powoli zwiedzając dotarliśmy do wsi Maing Thauk. Wiedzie do niej most o tej samej nazwie. Tam co prawda jest już więcej cudzoziemców i osób, które czekają by zarobić na nich trochę grosza, ale i tak jest przyjemnie. W trakcie spaceru po moście można podejrzeć m. in. pracę tutejszych rolników. Na końcu jest okazja skorzystać z krótkiej wycieczki łodzią po miasteczku. Koszt to 4000 kyatów za łódź. Podróż nie trwa specjalnie długo (ok. 20 minut), ale można dosłownie dotknąć wspomniane wcześniej pływające ogrody. O ile pierwszego dnia pływaliśmy bardziej wokół wiosek, tu wpływamy dosłownie w jej środek. Jako że nie ma tu raczej łodzi motorowych, a jedynie drewniane czółna, panuje tu niezwykła cisza.

Jezioro Inle - co zobaczyć

ciekawe miejsca w Birmie

Jezioro Inle – czy warto?

Inle Lake to niewątpliwie jedna z większych atrakcji Birmy. Położone w centralnej części kraju, powoduje, że jest na trasie praktycznie każdego turysty. I któż by nie chciał zdjęcia słynnego rybaka z plemienia Intha? To właśnie takie fotografie wygrywają konkursy i są podziwiane na całym świecie.

Wiele się czyta o komercjalizacji jeziora Inle. I mimo że już prawie każdy wie, jak wygląda zwiedzanie, nie da się od tego uciec. Wsiadając na łódkę jest się zależnym od motorniczego. Można korygować trasę, ale pewnie miejsca i tak trzeba odwiedzić, pewnie dlatego, że przewodnik ma z tego dodatkowe profity. I nawet jeśli przeczytasz, czy to na naszym blogu, czy na innym, jak to wszystko działa, nie unikniesz tego, jeżeli chcesz zobaczyć wszystko.

Nie zmienia to jednak faktu, że jezioro Inle to duża różnorodność, a same tereny są ciekawe i piękne. Dzięki wycieczce rowerami wokół jeziora mieliśmy szansę podpatrzeć jak wygląda „prawdziwe życie”, nie na pokaz. W poście, oprócz informacji praktycznych, staraliśmy się także zamieścić nasze odczucia oraz opisać jak w rzeczywistości wygląda zwiedzanie. Do Ciebie należy wybór czy odwiedzisz to miejsce czy nie.

pływające ogrody nad jeziorem Inle, Birma

mnisi, birma

  • Azja Centralna też nas kręci i jak wszystkie plany (a w zasadzie marzenia) się powiodą, to niedługo może i tak zawitamy. Generalnie Azja Płd-Wsch. jest chyba łatwiejsza do podróżowania 😉
    Jaskinia była rzeczywiście świetna, zwłaszcza, że panował w niej niezwykły klimat.

  • Azja Południowo-Wschodnia kiedyś mnie interesowała, ale teraz chyba bardziej jaram się Azją Centralną i Kaukazem… a co do tych „długich szyj”, to zgadzam się z Wami – w ogóle tego nie rozumiem. Tak, jak promowania akurat tej chaty jako „największej atrakcji regionu” – jak dla mnie największa atrakcja z tych wymienionych to jaskinia

  • Właśnie sytuacja nad jeziorem Inle była totalnym przeciwieństwem tego co działo się podczas całej naszej podróży. Bo generalnie ludzie tam sami podchodzili i chcieli, żeby zrobić im zdjęcie i mieli z tego taką samą radochę jak my. Dlatego przywieźliśmy z Mjanmy mnóstwo zdjęć ludzi. Z rybakiem było o tyle beznadziejnie, że on najpierw pozował z daleka, a dopiero na końcu prosił (a w zasadzie żądał) o kasę.

  • Ja też tego nie rozumiem, dlatego czym prędzej stamtąd uciekliśmy. Niestety te kobiety wciąż tkwią w przekonaniu, że to tradycja, którą trzeba podtrzymywać, a nagła rezygnacja z noszenia grozi złamaniem kręgosłupa.

  • Globfoterka

    Nie lubię takich miejsc, gdzie ludność natarczywie żąda pieniędzy za zdjęcie. Zazwyczaj w ogóle nie fotografuję ludzi, a jeśli już zapytam, to ktoś od razu wyciąga rękę i zaczyna pozować, co mnie mocno odpycha. Ok, może i samo zdjęcie będzie wtedy dopracowane, ale już autentyzm mocno cierpi… Raczej nie chciałabym tan pojechać.

  • Dla mnie też te długie szyje to coś strasznego. Nie rozumiem, dlaczego w tak wielu krajach Azji okaleczało się kobiety w imię „piękna”. Długie szyje, czy – na szczęście już niepraktykowane powszechnie – krępowanie stóp w Chinach, to rzeczy których nigdy nie zrozumiem.
    Tymczasem Dior tak się zainspirował tymi szyjami.

  • Dziękuję 🙂 Teraz jest sezon na Azję, więc wszystko przed Tobą – jeszcze można kupić okazyjnie bilety i ruszyć w podróż 🙂

  • Magda

    Wow! 🙂 Chciałabym to wszystko zobaczyć na żywo! Rewelacyjne zdjęcia i super relacja! 🙂

  • Przyznam szczerze, że nie słyszałam, żeby ktoś robił to na własną rękę. I też na szlaku takich osób nie mijaliśmy. W sumie nie wiem czemu, bo zabronione to (raczej?) nie jest i chyba można spórować. Może chodzi bardziej o kwestie noclegu – tu masz zagwarantowany, a tak nie wiadomo czy ktoś Cię przyjmie (hotelów nie ma ;)), a namiotu raczej się ze sobą do Mjanmy nie wozi. Druga kwestia to taka, że musisz poświęcić trochę czasu, żeby ogarnąć trasę – jeśli już sama planujesz sobie całą podróż po kraju, to to jest kolejna rzecz, która zajmuje czas. Po trzecie musisz mieć cały bagaż przy sobie, a w przypadku agencji zostawiasz większy bagaż u nich. Po czwarte – niebezpieczne zwierzęta. I wreszcie po piąte – koszt takiego trekkingu nie jest tak duży patrząc na to, że wliczony jest nocleg i jedzenie . My co prawda nie szliśmy nad Inle, ale więcej o trekkingu przeczytasz w tym wpisie: http://szerokadroga.pl/kalaw/

  • Anita Skowera

    Orientujecie się może czy można zorganizować sobie trekking z Kalaw nad jezioro na własną rękę czy jest to raczej niemożliwe i tylko agencja turystyczna wchodzi w grę?

  • Tak, trekking jest super! Na pewno jedna z fajniejszych przygód, które może spotkać podróżnika w Mjanmie.

  • Opcja wyprawy trekkingowej bardzo do mnie mnie przemawia. Miejsce wygląda niesamowicie, na mnie te fotografie robią ogromne wrażenie 🙂

  • I bajeczne rzeczywiście jest! Jeśli będziesz się tam wybierać, to polecam wynająć rower, pojechać np. do wioski Maing Thauk i tam wynająć czółno. W ten sposób masz okazję dosłownie dotknąć pływających ogrodów (motorówką z Nyaungshwe zobaczysz to z o wiele dalszej odległości).

  • Agnieszka Trolese

    Jezioro wygląda bajecznie. Oczami wyobraźni widzę już siebie na tej malutkiej łódeczce 🙂

  • Na wszystko przyjdzie swój czas 🙂 My też wcześniej podróżowaliśmy po Europie i nie jesteśmy żadnymi znawcami kierunków egzotycznych 😛 Ale w końcu zaczęło powoli brakować kierunków europejskich (choć oczywiście jeszcze trochę ich zostało), więc padło na Kaukaz. A potem dalej – do Birmy. Teraz już planujemy kolejny wyjazd – na pewno Azja 😀

  • August Ciechociński

    Egzotyka. Niestety jeszcze nie udało mi się zawitać poza Europę

  • Bardzo ciekawe miejsce. Kiedyś chciałam tam pojechać. Może jeszcze kiedyś mi się to uda 🙂

  • Dzięki! Ja zawsze wychodziłam z założenia, że jeśli ktoś nie chce zdjęć, to mu nie robię. Dlatego takie sztuczne pozowanie i później pobieranie za to wynagrodzenia (o czym część turystów wcześniej może nie wiedzieć), dla mnie jest irytujące. Pominę już stawki jakie na początku wykrzykuje taka osoba. Mało przyjemna sytuacja.

  • Fajna relacja i bardzo ładne zdjęcia. To zdjęcie z pozującym rybakiem w sumie wyszło bardzo fajne, bardzo zabawne, więc w sumie może warto było mu zapłacić 🙂

  • Świetne zdjęcia. Bardzo ciekawy kraj i ciekawa kultura. Niesamowite klimaty.

  • To u nas wręcz odwrotnie – od zeszłego roku myślimy tylko o Azji i większość podróżniczych planów skupia się wokół tego kierunku. Ale każdy ma swoje klimaty 😉 Mnie np. zupełnie nie pociąga Australia, mimo że dla wielu osób jest marzeniem.

  • Piotr Franieczek

    Ciekawa relacja, piękne zdjęcia. Destynacja kompletnie nie w moich klimatach. Może już zgnuśniałem na starość, a może kultury azjatyckie są tak bardzo odjechane, nie wiem 😉

  • Jasne, chętnie zajrzę, bo Tajlandia to kierunek leżący cały czas w kręgu moich zainteresowań 🙂

  • W sumie racja. Lepiej na dłużej się zatrzymać w jednym miejscu. Ja zwiedzałam południe Tajlandii. Bardzo polecam 🙂 Też piszę relacje z wyjazdu, jeżeli jesteś zainteresowana to zapraszam tubylamblog.wordpress.com 😉

  • Mimo wszystko jednak polecam dłuższą wyprawę do Birmy 🙂 Chociażby za względu na to, że trzeba mieć tam wizę, która z tego co pamiętam kosztuje 50$ A Tajlandia też piękna, więc na pewno się tam nie nudziłaś 😉 Gdzie konkretnie byłaś?

  • Też o tym słyszałam. Świat się zmienia. O ile w Birmie dzięki turystom jest np. większy wybór hoteli, to działa to też w drugą stronę – pojawia się coraz więcej ludzi, który chcą od nas wyciągnąć kasę. Co gorsza, nie bardzo też nas odróżniają od np. Anglików czy Amerykanów i nie zdają sobie sprawy jaka przepaść dzieli te społeczeństwa (mam tu na myśli głównie kwestie finansowe). Anglik lekką ręką wydaje na szal z nici lotosu 50 euro, a Polak wciąż jeszcze przelicza to wszystko na złotówki.

  • Niestety 🙁 Ale generalnie w tym rejonach polecam trekkingi organizowane z Kalaw – w zamian można spędzić tam więcej czasu.

  • Przepiękne zdjecia! Super wpis. Birma to moje marzenie. Byłam w tym roku w Tajlandii i żałuje, że chociaż na kilka dni nie odwiedziłam Birmy. Chodziłam na wiele spotkań podróżniczych o tym kraju i się zakochałam!
    PS. Bloga oczywiście obserwuje 🙂 Pozdrawiam!

  • Ciekawy wpis, jezioro jest na mojej liście miejsc do odwiedzenia, ale zawsze obawiam się właśnie zbytniej komercjalizacji miejsc, które odwiedzam. Niedługo czeka mnie wycieczka na Saharę w Maroku, czy wizyta w Angkor Wat – słyszałam, że tam też ostatnimi czasy też pojawiło się trochę negatywnych zmian.

  • Chyba totalnie odechciało mi się jechać nad jezioro… Czytam zresztą teraz reportaż o tym, jak rozwój turystyki wpłynął na świat. Prawdziwy do bólu.

  • Tak, a Myanmar wyjątkowo szybko. Na szczęście w większości przypadków na lepsze 🙂 Mam nadzieję, że ta komercja w Inle niedługo się uspokoi i nie będzie już gorzej.

  • Byłam tam w 2010 czy 2011 roku. Koty jeszcze skakały, choć były już nieźle spasione, za to rybacy nie pozowali tylko zajęci byli łowieniem ryb. Jak to się świat szybko zmienia!

  • Świątynie w Mjanmie są niezwykłe – niby podobne do siebie, a tak naprawdę każda inna. I każda ma w sobie coś, co zaciekawia. Niezwykłe są świątynie w Bagan, ale jak dla mnie równie ciekawe były także w Mandalay.

  • kociel

    Z Twojego opisu i zdjęć najbardziej zaciekawiły mnie światynie, uwielbiam obcować z innymi kulturami 🙂
    Pozdrawiam,
    tukociel.blogspot.com

  • Tkaniny są piękne, ale niestety drogie i w zasadzie po powrocie do domu tylko nabywca zna ich wartość (w sensie że nie ma co liczyć, że ktoś odróżni np. kupiony tam szal od tego kupionego w jakiejś sieciówce).
    Mimo wszystko oczywiście jak najbardziej polecam wyjazd do Mjanmy i zapraszam również na inne wpisy o tym kraju 🙂

  • To dokładnie tak samo jak u nas!

  • Zawsze tak jest, że miejsca i wycieczki robione pod turystów pokazują pewne rzeczy „pod publiczkę”. Życie jest podkolorowane, a miejscowi uśmiechają się szeroko i pozują do zdjęć, za które później życzą sobie nieustaloną wcześniej zapłatę. Podobnie mieliśmy w Maroku, na szczęście dosyć szybko zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak ten biznes działa.
    Twój wpis był dla mnie ogromnie ciekawy i skłonił mnie ku wyprawie do Birmy. Chciałabym zobaczyć tkaniny uszyte z nici lotosu 🙂

  • Anita

    Miałam podobne doświadczenia nad jeziorem Inle. Szczególnie mnie nie zachwyciło kiedy mam na uwadze, że wszystko jest ustawione pod turystów. Nie mniej jednak najbardziej udany dzień był wtedy, kiedy wypożyczyłam rower i jeździłam tam gdzie mi się podoba, a nie tam gdzie każą jechać turystom. Odkrywając mniejsze dróżki widziałam jak wygląda życie na wsi, spotykałam ludzi, stare świątynie, pola ryżowe, wszystko wyglądało tak cudownie.

%d bloggers like this: