Granica

Lwów. Niezwykłe miasto. Przynajmniej raz w życiu trzeba tam być. Najlepiej więcej. Jedziemy sobie na początku długiego weekendu, trochę nieświadomi wszystkiego, na granicę polsko-ukraińską. Wiemy, że będziemy czekać… Ot, postoimy na granicy jakieś 2 godzinki, da się żyć. Wybieramy przejście w Korczowej, bo najbardziej po drodze. Naszym oczom ukazuje się jedna długa kolejka. Mimo to jesteśmy jeszcze pełni optymizmu, bo „na pewno szybko pójdzie”. Optymizm nieco tracimy, gdy przez pierwsze pół godziny nie posuwamy się do przodu nawet o centymetr. Po bokach są wolne pasy, po których przejeżdżają jakieś „wybrane” auta, ale cała reszta raczej wraca się z powrotem na koniec kolejki.

Lwów rynek

W trakcie czekania zawiązują się pierwsze znajomości – począwszy od pytań o cel podróży, a kończąc na rozmowach o celach życiowych. Zaczynają się też piesze pielgrzymki. Panowie, żeby „obadać sytuację”; panie, w poszukiwaniu toalety (której na horyzoncie nie widać). Wraz z pierwszym uczuciem głodu w naszych głowach kołacze pomysł na interes życia. A może by tak tu postawić food trucka z gorącym psem, albo innym burgerem? I koniecznie piwo do tego, bo nie od dziś wiadomo, że zarówno naród polski, jak i ukraiński za kołnierz nie wylewa. A jak się taki jeden z drugim napije, to i tak zdąży wytrzeźwieć zanim dojedzie do końca kolejki.

(więcej…)


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , by with 13 komentarzy.
Close
%d bloggers like this: