Spacer w chmurach

Spacer w chmurach – marzyliście o tym kiedyś? Na pewno tak 🙂 Od zeszłego roku taki trochę irracjonalny pomysł może stać się dla Was realny. A wszystko za sprawą niecodziennej konstrukcji jaka powstała po czeskiej stronie Masywu Śnieżnika.

Dolni Morava

Nigdy nie byliśmy wielkimi miłośnikami gór. Słaba kondycja i brak czasu na dłuższe wędrówki powodowały, że nie ciągnęło nas w takie tereny. A i ubrania motocyklowe w tym wszystkim nie sprzyjały. Jednak coś się zmieniło. Coraz częściej rezygnujemy ze zwiedzania dużych miast na rzecz obcowania z naturą. Góry są do tego idealnym miejscem. (więcej…)


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , , , , , by with 5 komentarzy.

Powiat opolski – trasa „zamkowa”

Jak dużo można pisać o Opolszczyźnie, jej zabytkach i ciekawych miejscach? Okazuje się, że bardzo dużo. Już w samym powiecie opolskim znajdziecie wiele atrakcji. W zeszłym tygodniu poznaliście z nami między innymi Dobrzeń Wielki i Dąbrowę, teraz zapraszamy Was do odwiedzenia najstarszego parku dendrologicznego w Polsce, sztucznych ruin oraz zamku w remoncie… Trzeba przyznać, że opolskie zamki robią niesamowite wrażenie.

park dendrologiczny w Lipnie

I swoją podróż zaczniemy od tego ostatniego. Ów remontowany zamek znajduje się w Niemodlinie. Sam zabytek ma już ponad 700 lat i jest jednym z najpotężniejszych zamków w Polsce! Niegdyś była to rezydencja książąt opolskich, niemodlińskich i strzeleckich; wielokrotnie niszczona i odbudowywana. Po II wojnie światowej budynek był siedzibą Państwowego Urzędu Repatriacyjnego oraz liceum. Po tym ostatnim zostało sporo śladów, wśród nich numery na drzwiach klasowych. Przez lata zamek niszczał, obecnie jest w rękach nowych właścicieli, którzy starają się przywrócić mu dawną świetność. Niedawno zaczął się więc remont dachu, co jest ogromną i wysokobudżetową inwestycją. Mimo tego zabytek w weekendy jest udostępniany turystom, a od czasu do czasu odbywają się tu imprezy, mające na celu zintegrowanie lokalnej społeczności. (więcej…)


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , , , , by with 18 komentarzy.

Dookoła Opola – powiat opolski cz. 1

Wspólnie z nami zwiedzaliście już Opole. Tym razem pokażemy Wam co można znaleźć w jego najbliższej okolicy. Przed Wami powiat opolski. Mimo że cała trasa jest dość krótka, to urozmaicona. Po drodze natraficie na pałace, drewniane kościoły i wiatraki, przepiękny park i starą kuźnię.

Bierdzany – Zagwiździe – Murów – Popielów – Dobrzeń Wielki – Brzezie – Czarnowąsy – Niewodniki – Chróścina Opolska – Dąbrowa

Dąbrowa Niemodlińska

Swoją podróż zaczynamy od wsi Bierdzany. Znajduje się tam drewniany kościół z początków XVIII wieku. Warto zobaczyć zwłaszcza jego wnętrze – malowidła na ścianach przedstawiają sceny z Pisma Świętego. Powstały one niegdyś z myślą o niepiśmiennych mieszkańcach wsi, którzy w ten sposób poznawali swoją religię. Jest też charakterystyczny obraz „bierdzańskiej śmierci” (po lewej stronie). Widnieje na nim kostucha, która przyszła po duszę kupca. Wszystko to miało przypominać wiernym, że kiedyś ich żywot dobiegnie końca. (więcej…)


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , by with 7 komentarzy.

Powiat kluczborski – trasa „miodowa”

Przestawiamy naszą drugą (i ostatnią) trasę po powiecie kluczborskim. Tym razem więcej miejsca poświęcimy pałacom, odwiedzimy nieco zapomniany cmentarz żydowski, dowiecie się co to są wioski tematyczne oraz co ma wspólnego Kluczbork z miodem.

Powiat kluczborski

Kluczbork – Maciejów – Biadacz – Bąków – Bogdańczowice – Kluczbork – Ligota Dolna – Krasków – Bogacica – dęby na trasie Bogacica-Budkowice Stare – Laskowice – Tuły.

W ostatnim wpisie nieco przekornie ominęliśmy stolicę powiatu. W Kluczborku wiele budowli i miejsc zostało wpisanych na listę zabytków. Wśród nich są m.in. klasztor elżbietanek, Willa Kruga, pozostałości murów obronnych, kaplica cmentarna (przy ul. Opolskiej), kościół Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

(więcej…)


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , , , , by with 9 komentarzy.

Jazda po albańsku

Nie będziemy owijać w bawełnę – podróżując po Albanii możecie spodziewać się wszystkiego. A jeśli chcecie się tam przemieszczać motocyklem lub samochodem, to zapraszamy do lektury. Może się przydać 😀AlbaniaAlbańczykom raczej obce są zasady jakiegokolwiek kodeksu drogowego. A generalnie trzeba trzymać się jednej – zasady braku zaufania. Jak powiedział nam nasz albański znajomy, to „crazy drivers” – każdy jeździ jak chce. Jeżeli dołożymy do tego małą liczbę dróg i ich jakość, to polskiemu kierowcy radzimy się uzbroić w stalowe nerwy. Ale po kolei.

Chaos zewsząd

Pierwsze co rzuca się w oczy, to to, że Albańczycy raczej nie używają kierunkowskazów. Stają swoim pojazdem gdzie i kiedy chcą, nie zwracając uwagi na innych uczestników drogi. Mi jeden z takich osobników otworzył drzwi przed samym nosem. Zdarza się, że kierowca potrafi zatrzymać się nawet na środku zakrętu, a w miastach standardem jest, że pas przy chodniku pełni rolę parkingu (a czasem także i drugi pas ;)).
Również piesi nie zachowują na ulicach odpowiedniej ostrożności. Często wychodzą zza aut stojących na poboczu, wprost pod koła. Gdy wydaje Wam się, że jesteście na totalnym pustkowiu, nagle na drodze może pojawić się mieszkaniec któreś z pobliskich wsi, idący pieszo bądź podróżujący na osiołku. Zmorą mogą też być dzieci, które widząc motocykl, bez zastanowienia wychodzą na środek ulicy i zaczepiają jadących.

AlbaniaAlbaniaJednak Albańczycy mają mocne argumenty na swoją „obronę”. Po pierwsze – w czasach reżimu komunistycznego Envera Hodży w państwie tym obowiązywał zakaz posiadania samochodu przez osoby prywatne. Zmieniło się to dopiero w latach 90-tych, więc mają oni stosunkowo małe doświadczenie w porównaniu do innych Europejczyków. Poza tym stan niektórych dróg i sytuacje na trasie powodują, że kierowca, żeby dojechać do celu, musi czasem radzić sobie w inny (nam obcy) sposób. I najważniejsze – jeżdżąc po Albanii ani razu nie byliśmy świadkami wypadku komunikacyjnego! Potwierdza to naszą tezę, iż Albańczycy wcale nie są takimi kiepskimi kierowcami, jakimi się na początku wydają. Dla porównania – w Czarnogórze w ciągu godziny potrafiliśmy natrafić na kilka kraks.

Bardzo popularne jest używanie klaksonu. Trąbi się zarówno wtedy gdy chce się zrugać innego kierowcę za nieodpowiednie zachowanie, jak i na wiwat. Po pewnym czasie jest to dość męczące, a niekiedy trudno zrozumieć, czy komuś się podpadło czy wręcz odwrotnie. Czasem klaksonu używa się również wyjeżdżając zza zakrętu, tak aby pojazd jadący z naprzeciwka, wiedział o naszej obecności. Biorąc pod uwagę tamtejsze kręte trasy, to bardzo dobry zwyczaj. Ponadto zdarza się, że gdy ktoś nie posiada trójkątów ostrzegawczych, stawia na drodze przed swoim autem… kamienie, również po to, by ostrzec innych.drogi w Albanii

Jakie drogi?

Jakość dróg w Albanii zmienia się z roku na rok, a można nawet stwierdzić, że z miesiąca na miesiąc. Te na wybrzeżu, tam gdzie przebywają turyści, są w najlepszym stanie i jest ich najwięcej. Natomiast z najgorszym stanem dróg mieliśmy do czynienia w środkowej części kraju, m. in. w okolicach Tepelene. Z reguły jest tak, że z miasta X do miasta Y prowadzi jedna trasa i nie ma żadnej alternatywy. Ale w zawrotnym tempie pojawiają się coraz to nowe szosy.Przełęcz Llogaradrogi w AlbaniiPolicja ma w zwyczaju nie zauważać zagranicznych turystów. Oczywiście, o ile w sposób rażący nie łamią przepisów. Nawet podczas blokad dróg, uzbrojone po zęby służby mundurowe nas nie dostrzegały. A po czym poznają obcokrajowca na motocyklu? A po tym, że ci jako jedyni są ubrani w odzież ochronną. Przeciętny Albańczyk do jazdy na jednośladzie nie zakłada nawet kasku.

W Albanii nie musicie się raczej martwić, że zabraknie Wam benzyny – stacji jest całe mnóstwo. I nawet jeśli na którejś z nich nie będzie paliwa, to z pewnością znajdziecie je na kolejnej. Jednak nie są to stacje benzynowe do jakich przywykliśmy w Polsce – nie prowadzi się przy nich sklepów, często nie ma nawet dostępnej toalety. Płacić z reguły można zarówno lekami, jaki i w euro, co jest sporym ułatwieniem dla przyjezdnych.
Stacji benzynowych jest wiele, ale mamy wrażenie, że jeszcze więcej jest myjni samochodowych. Albańczycy mają bzika na punkcie czyszczenia swoich aut i widać, że każdy z takich zakładów dobrze prosperuje.

Z pewnością każdy kto był w Albanii, ma swoje własne przemyślenia na temat tamtejszych dróg i kierowców, i być może są one inne od naszych. Prawda jest taka, że mogliśmy Wam jedynie nakreślić to, czego możecie się tam spodziewać. A to jak będzie wyglądała Wasza podróż, w dużej mierze zależy od trasy, którą wybierzecie. Niemniej życzymy Wam powodzenia i dużo cierpliwości 🙂


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , by with 15 komentarzy.

Czarnogóra

Państwo, które jest 20 razy mniejsze od Polski, ale na jego terenie znajduje się ogrom atrakcji, zaczynając od pięknych plaż, poprzez wspaniałe górskie krajobrazy, a kończąc na tysiącletnich zabytkach. Oficjalnie powstało niedawno, bo w 2006 roku, i mimo jeszcze niedawnych konfliktów szybko podnosi się z trudności. Od kilku lat jest mekką europejskich turystów. Nasi Drodzy, przedstawiamy Wam atrakcje Czarnogóry.

Do Czarnogóry wjeżdżamy z Albanii, poruszając się wzdłuż wybrzeża. Jest oczywiście równie gorąco i tłoczno. Ale z miejsca zauważamy też kilka różnic – przede wszystkim o wiele więcej tu zwiedzających. Ponadto coraz częściej napotykamy wypadki samochodowe, które mocno utrudniają jazdę. Stłuczki wynikają głównie z tego, że dużo jest tu zjazdów na plaże czy campingi, a nie każdy kierowca ma tyle refleksu by wyhamować.
Gdy zaczynamy szukać noclegu, szybko okazuje się, że ceny są znacznie wyższe niż w Albanii. Ostatecznie lokujemy się na Campingu Maslina w miejscowości Petrovac (cena 16 euro/2 os.). Miejsce prezentuje się całkiem nieźle – mamy około 300 metrów do morza, sanitariaty są systematycznie sprzątane, a w pobliżu znajduje się market. Oczywiście z tego ostatniego szybko korzystamy i serwujemy sobie grillowe przekąski na kolację. Kupujemy między innymi tzw. kebab, czyli po naszemu przyprawione kiełbaski z mięsa mielonego.

Petrovac
Następnego dnia fundujemy sobie małą wycieczkę po okolicy. A trzeba przyznać, że jest co zwiedzać. Najpierw jedziemy na południe do Baru. Po drodze zatrzymujemy się kilkakrotnie. Ja pozując do jednego ze zdjęć podchodzę zbyt blisko tłumika… i poparzenie gotowe. Na szczęście nie jest tak źle jak na to wygląda i z lekkim bólem ruszam w dalszą trasę.
Bar to miasto typowo turystyczne. I rzeczywiście nie ma się czemu dziwić – te piękne plaże naprawdę kuszą. My jednak bardziej skupiamy się na poznaniu jego zabytkowej części, tzw. Starym Barze. Znajdują się tam ruiny miasta pochodzące z VI wieku. Po półgodzinnej jeździe z Petrovac trafiamy na parking, o dziwo bezpłatny. Przechodzimy wąskimi uliczkami, pełnymi sklepów z pamiątkami oraz gastronomii. Idąc pod górę, w końcu docieramy do ruin. Wstęp kosztuje niewiele, a przed nami jak się okazuje, ogromny teren do zwiedzania. Uwagę przyciąga zwłaszcza wieża zegarowa, której robimy zdjęcie chyba z każdej strony. Poza tym oglądamy również: ruiny kościoła św. Mikołaja, pałac książąt, cytadelę, bramę miejską. Co ciekawe turystów tutaj niewiele – najwyraźniej wolą plażę. Ze wzgórza rozciąga się piękny widok na całe miasto. Mimo tych atrakcji, po godzinie spaceru w takim ukropie mamy już dość.

Stari Bar

Stary Bar

wieża zegarowa Stary Bar

Montenegro
Ruszamy teraz do Budvy, jednego z najpopularniejszych kurortów nad Adriatykiem. Szacuje się, że miasto powstało w V w. p. n. e. i na przestrzeni lat było pod panowaniem: Fenicjan, Greków, Rzymian i Wenecjan (stąd też różnorodna architektura na tym terenie). Przejeżdżamy przez prawie całe miasto, by dostać się do starówki. Widać wszechobecny luksus – zaczynając od nowoczesnych budynków, poprzez drogie samochody, a kończąc na jachtach, które są warte kilkakrotnie razy więcej niż mieszkanie przeciętnego Polaka 😉 Faktem jest, że w Budva odnotowuje bardzo wysoki wskaźnik milionerów przypadających na liczbę mieszkańców.

Budva

Budva
Mijając przystań wkraczamy do Starego Miasta. Jak się później okazuje, jest to obszar stosunkowo niewielki i większość zabytków położona jest blisko siebie. W mig obchodzimy je wszystkie: Kościół Santa Marija in Punta, cerkiew św. Sawy, cerkiew św. Trójcy, cytadelę. Średniowieczne mury i budynki stanowią piękny kontrast do nowoczesnej części miasta.

Budva

Budva

Budva, Czarnogóra
Gdy już wracamy na camping, po drodze zatrzymujemy się w jeszcze jednym, niezwykle ciekawym turystycznie miejscu. Chodzi mianowicie o okolice wyspy Sveti Stefan (Święty Stefan). Jest to malutka wysepka położona 6 km od Budvy, z lądem połączona wąskim przesmykiem. Wcześniej znajdowała się tam wioska rybacka, jednak w latach 50-tych ubiegłego wieku przesiedlono stamtąd ludzi, a teren zamieniono na wielki, luksusowy hotel. Za wejście na wyspę pobierana jest opłata, a i tak nie każdy może wejść wszędzie. Dlatego też sporą popularnością cieszy się punkt widokowy usytuowany przy głównej drodze z Budvy do Baru.

Sveti Stefan

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Po powrocie do Petrovac mamy jeszcze czas, by skorzystać z uroków plaży…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kolejny dzień w Czarnogórze zapowiada się bardzo intensywnie. Wjeżdżamy w głąb państwa, a naszym celem jest prawosławny klasztor – Monaster Ostrog. Jest to miejsce kultu, do którego rocznie przybywają tysiące pielgrzymów z całego świata. Jest bardzo charakterystyczny poprzez to, że został wbudowany w skalną wnękę na zboczu doliny, na wysokości 900 m n. p. m. Położony jest około 15 km od dużej czarnogórskiej miejscowości – Niksic. Droga nie należy do najprostszych.

drogi w Czarnogórze, okolice Monasteru Ostrog
Fundatorem monasteru był arcybiskup Vasilij Jovanovic (św. Bazyli Ostrogski), który w XVII wieku w obawie przez Turkami musiał opuścić Bośnię. Wraz z grupą 30 mnichów wzniósł klasztor w miejscu, gdzie nie zagrażało im niebezpieczeństwo. Żył tam aż do swojej śmierci, tu też został pochowany. Jego relikwiom przypisuje się moc cudotwórczą.
Sam obiekt składa się tak naprawdę z dwóch części: Monasteru Dolnego oraz Górnego. Ten drugi jest bardziej popularny – śnieżnobiała przednia ściana cerkwi św. Krzyża jest już widoczna z daleka i robi niesamowite wrażenie. Turyści muszą zostawić swoje pojazdy na parkingu i dalszą część trasy pokonują pieszo. Droga idzie mocno ku górze, jest dużo ludzi i ogromny upał, więc wędrówka jest dość męcząca. Mimo to chęć zobaczenia miejsca kultu jest tak mocna, że po stromych kamieniach wspina się każdy. To wszystko rekompensują piękne widoki. Z jednej strony mamy niespotykany w świecie klasztor wbudowany w skały, z drugiej oglądamy z góry całą dolinę.

Monaster Ostrog

Ostrog

 

Ruszamy dalej, na północ w kierunku kolejnego niezwykłego miejsca – Kanionu Tary. Trasa niestety również nie należy do najłatwiejszych, dalej mamy mnóstwo wąskich zakrętów, dziurawe drogi. Jednak jest to jedna z największych atrakcji Montenegro i grzechem byłoby tam nie pojechać. Naszym punktem orientacyjnym jest miejscowość Zabljak, znana głównie ze swych tras narciarskich. Ciekawostką jest to, że mieszka tam więcej Serbów niż Czarnogórców.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Po kilku godzinach docieramy na miejsce. Omyłkowo pole dla camperów traktujemy jako parking, jednak po krótkiej rozmowie z zarządcą terenu, ten zgadza się na pół godziny postoju. Sugeruje, że i tak wrócimy wcześniej. Daniel już wcześniej narzekał, że niepotrzebnie nadkładamy drogi, teraz i ja zaczynam mieć wątpliwości. I rzeczywiście – most jest przepiękny, krajobraz również… jednak to tylko most. Ileż czasu można tam spędzić? Robimy kilka zdjęć, choć i to nie jest takie proste, bo kręci się tu mnóstwo turystów. Na pamiątkę nagrywamy też krótki film:

Cóż powiedzieć… jesteśmy lekko zawiedzeni. Dlatego Kanion Tary możemy polecić jedynie osobom, które zamierzają skorzystać tam ze zjazdów po linie lub raftingu. Wówczas taka wyprawa ma sens. Mogliśmy swoją podróż kontynuować dalej wybrzeżem, zwiedzać rejony Kotoru… My jednak wybraliśmy ścieżkę bardziej ambitną i może nie ma czego żałować. W końcu oglądaliśmy najgłębszy kanion w Europie.

Tara Canion
Tak powoli kończy się nasza wizyta w Czarnogórze. Nie mamy ochoty ponownie przejeżdżać tą samą trasą, którą dotarliśmy do Kanionu Tary, dlatego ruszamy dalej na północ do Bośni i Harcegowiny.
Czarnogóra to przepiękny kraj. Jest tu wszystko czego turysta zapragnie – morze, góry, zabytki, wspaniałe krajobrazy. Można zobaczyć twierdze wybudowane za czasów greckich, ale odznaczają się też ślady tureckiego panowania, między innymi w architekturze i w kuchni. Tak jak geograficznie, tak również cenowo Montenegro plasuje się pomiędzy drogą Chorwacją, a (jeszcze) tanią Albanią. Dla Polaków jest to więc ciekawa alternatywa. Zachwycają zwłaszcza nadmorskie kurorty, które mimo że są pełne turystów, to nadal nie straciły swojego uroku. Osoby szukające aktywnego wypoczynku, także znajdą tu coś dla siebie. Dla nas wizyta w Montenegro na pewno będzie bardzo miłym wspomnieniem. Na szczęście z wyprawy zostało nam kilkaset zdjęć i siedząc teraz w Opolu możemy sobie przypomnieć te wspaniałe chwile.

góry w Czarnogórze


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , by with no comments yet.

Albania, cz. 3

Z lekkim żalem opuszczamy piękne albańskie wybrzeże. W dalszą drogę gna nas ciekawość, co też spotka nas we wschodniej części kraju oraz w sąsiedniej Macedonii.

Z Ksamilu wyruszamy w kierunku Gjirokastry, zwanej „Miastem Tysiąca Schodów”. Docieramy tam dość szybko. Główną atrakcją miasta jest zamek ulokowany na skalistym wzniesieniu. Z tego powodu droga do niego nie należy do najprzyjemniejszych. Ale gdy już docieramy na szczyt uznajemy, że to był dobry wybór – przede wszystkim w murach zamku jest chłodno i to nam się bardzo podoba 🙂 Idąc długim korytarzem oglądamy militaria z okresu II wojny światowej. Jednak prędko opuszczamy wnętrza, bo to na dziedzińcu można zobaczyć najciekawsze rzeczy. Przede wszystkim znajduje się tam wrak amerykańskiego samolotu zwiadowczego, który w latach 50-tych lądował awaryjnie na terytorium Albanii. Oprócz tego podziwiamy także wieżę zegarową oraz wspaniały widok na miasto. Już później dowiadujemy się, że swego czasu w podziemiach zamku przetrzymywano więźniów politycznych.

Zamek Gjirokastra

Zamek Gjirokastra

Gjirokastra

Gjirokastra - widok na miasto

W ogromnym upale ruszamy dalej. Przejeżdżamy przez Tepelenę, słynącą ze swej wody, rozprowadzanej po całym kraju pod tą samą nazwą. Mijamy także Këlcyrę i kanion Gryka e Këlcyrës. Drogi są już znacznie gorszej jakości niż na wybrzeżu, ale dalej jest mnóstwo podjazdów i zakrętów. Za to panuje tam znacznie mniejszy ruch samochodowy. Widoki przez całą trasę są niesamowite, zwłaszcza w rejonie Tepeleny. Nie robimy jednak zbyt wielu postojów – szkoda czasu, a poza tym przy tej temperaturze, to żadna przyjemność.

Albania

Spory odcinek jedziemy wzdłuż greckiej granicy. Ciężko znaleźć jakieś zacienione miejsce na odpoczynek, ale w końcu nam się to udaje. Lokujemy się przy ogromnym drzewie, rosnącym przy ulicy. Po kilku minutach na tym można powiedzieć pustkowiu, ze strony pola wyłania się samochód. Ludzie z auta nie wysiadają, ale bacznie nas obserwują. Nie do końca wiemy czy w jakiś sposób zareagować, dlatego czekamy na dalszy rozwój sytuacji. Po kilkunastu minutach pod drzewo podjeżdża bus – nasza miejscówka okazała się przystankiem autobusowym 😀 Nasi towarzysze witają się ze swoim gośćmi, po czym odjeżdżają machając nam. Nie ma się jednak czym przejmować, bo przysiadają się kolejne osoby – starszy mężczyzna z dwójką wnucząt. Dowiadujemy się co nieco o życiu na pograniczu grecko-albańskim, opowiadamy trochę o naszej wyprawie. Po krótkiej pogawędce, wsiadamy na motory i ruszamy dalej.

drogi w Albanii

Pod koniec dnia dojeżdżamy nad Jezioro Ochrydzkie do miejscowości Pogradec. Jesteśmy tuż przy granicy z Macedonią. W miarę szybko znajdujemy camping „Victoria”, w którym zostajemy na noc. Jest on położony przy hotelu o tej samej nazwie, więc jeśli ktoś nie lubi spać w namiocie, może wynająć tam pokój. Plusem jest także całkiem dobra restauracja i jezioro tuż pod samym nosem.

Jezioro Ochrydzkie

Rano, gdy już składamy namiot, znajdujemy… kraba. Wszystko wskazuje na to, że przywieźliśmy go aż z Ksamilu 😉

krab

Do Albanii wracamy ponowie, po wizycie w Macedonii. Kierujemy się do Kukes. Tereny przez które przejeżdżamy są bardzo słabo zaludnione. Czasem spotykamy kogoś poruszającego się na mule, czasem stada różnych zwierząt (głównie owiec). We wsiach dzieci wyskakują na ulice i machają nam. Poza tym mijamy średnio jedno auto co pół godziny… Drogi są całkiem w porządku, choć w niektórych miejscach brakuje asfaltu. Przez spory odcinek nasz pas jest zanieczyszczony kamieniami, które usunęły się ze zbocza. Mimo to jedzie się całkiem przyjemnie.

Albania

 

Pod koniec dnia docieramy do Kukes. Mocno podziurawioną drogą wjeżdżamy w głąb miasta. Tam poznajemy mężczyznę, który kieruje nas do hotelu. Nasz pokój odbiega znacznie od ogólnie przyjętych standardów, ale cieszymy się, że udało nam się tak szybko znaleźć nocleg. A i cena do wygórowanych nie należy.

Gdy chcemy wyjść do sklepu właściciel hotelu wyznacza chłopaka, który będzie nam towarzyszył… Jesteśmy mocno zdezorientowani, jednak nie dajemy tego po sobie poznać. Podczas wieczornych rozmów przy piwie słyszymy, że zaledwie kilka dni przed nami w mieście gościła drużyna Legii Warszawa, oczywiście wraz ze swoimi kibicami. Piłkarze grali z lokalną drużyną FK Kukesi. Dopiero po powrocie do domu dowiadujemy się, że mecz został przerwany w połowie z powodu ataku z trybun na polskiego zawodnika. Oprócz tego kibice Legii również nie pozostawili po sobie najlepszych wspomnień… Być może dlatego właśnie, nam Polakom, było niewskazane poruszać się samotnie po mieście.

Wracając jeszcze do zakupów – okazuje się, że w markecie nie ma chleba (!) I tu kolejna ciekawostka – większość kobiet w Albanii piecze go samodzielnie w domach, dlatego w sklepach są tylko niewielkie ilości. Jest prawie wieczór, więc wydaje się, że na zdobycie pieczywa nie ma szans. Nagle zza kasy wychodzi młoda dziewczyna, wyjątkowo dobrze mówiąca po angielsku. Zabiera mnie na pobliski targ i w moim imieniu kupuje chleb na jednym ze straganów. Wracam do sklepu, by dokończyć zakupy…

Godzinę później siedzimy już w hotelowym ogródku piwnym i dyskutujemy z miejscowymi na temat życia w Albanii i w Polsce.

Yamaha TDM 850, Yamaha YBR 125

Rano ruszamy w dalszą drogę – nie należy ona do najprzyjemniejszych – trafiamy na spory korek, część trasy pokonujemy w żółwim tempie, bo nie zawsze da się przejechać poboczem czy między autami. Na szczęście nie są to duże odległości i w okolicach południa jesteśmy już w Kruje. Zbliża się koniec naszej podróży po Albanii, przed nami jeszcze Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina oraz Chorwacja.

Albania to raj dla każdego. Raj dla motocyklistów, bo mają tam kręte górskie drogi, jak również tereny do jazdy enduro. Raj dla leniwych, bo całymi dniami mogą wygrzewać się na pięknych plażach. Raj dla miłośników historii, bo znajduje się tam mnóstwo pozostałości po starożytnych cywilizacjach. I wreszcie raj dla odkrywców – bo jeszcze sporo tam terenów, o których mało kto u nas słyszał.

Albania to kraj patriarchalny. Tu rządzą mężczyźni. Interesy prowadzi się rodzinnie, ale to faceci nimi kierują. Kobiety głównie zajmują się domem. Również za kierownicą raczej ich nie spotkacie – Albańczycy żartują, że mogą one siedzieć po lewej stronie auta tylko wtedy, gdy jest on sprowadzony z Anglii. Również w trakcie rozmowy bardziej zwracają się do mężczyzn, jakby to co ma do powiedzenia przedstawicielka płci pięknej zupełnie ich nie obchodziło.

Zacząć jakikolwiek biznes nie jest ponoć trudno, w myśl zasady – masz pomysł – działasz, bez zbędnych formalności. Dlatego też tak dużo Albańczyków prowadzi własną działalność gospodarczą. Popularne są zwłaszcza myjnie samochodowe oraz stacje benzynowe (choć nie zawsze jest na nich benzyna 😉 ). Z drugiej jednak strony na każdym kroku spotyka się tam sporo pustostanów i nikogo to już nie dziwi.

Albania

 

Czytając fora i blogi internetowe widać jak to państwo z roku na rok się zmienia. Pojawiają się nowe hotele, campingi oraz dobrej jakości drogi. Płacić można z reguły dwoma walutami: lekami i euro. Na kartę bankomatową nie liczyłabym – terminale zdarzają się tylko w dużych sklepach największych miast. Osoby zatrudnione w turystyce mówią w języku angielskim, a nawet zdarza się, że znają pojedyncze polskie słowa.

Często słyszy się u nas, że Albania może być niebezpieczna, docierają dziwne historie o kradzieżach… Nic z tych rzeczy! Albańczycy są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów i przede wszystkim ich szanują (odwrotnie niż w przereklamowanej Chorwacji). Sami mają świadomość o tej nie najlepszej opinii i robią wszystko, żeby ją poprawić – ta kwestia często pojawiała się w rozmowach z nimi. Na wybrzeże przyjeżdża coraz więcej Polaków i innych turystów z Europy Zachodniej. Nie da się ukryć, że Albania kusi ich nie tylko pięknymi krajobrazami, ale także atrakcyjnymi cenami.

Tak, Albania to niezwykły kraj i bez cienia wątpliwości polecamy podróż tam. My na pewno jeszcze kiedyś tam wrócimy…


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , by with no comments yet.

Miniaturowy świat

Gliwice – Opole. Trasa dobrze nam znana i przez ostatni rok pokonana przez nas co najmniej kilkakrotnie. Tym razem jednak lekko urozmaiciliśmy sobie drogę.

Na początku odwiedziliśmy położony blisko Gliwic zamek w Chudowie. Są to w zasadzie ruiny renesansowej budowli z XVI wieku. Jej trzon to pięciokondygnacyjna wieża. Nie da się ukryć, że całość wypada dość blado w porównaniu do innych tego typu obiektów, ale zarządcy nadrabiają dużą liczbą imprez tematycznych organizowanych wokół zamku. W momencie, gdy my tam zawitaliśmy, trwał zlot motocyklowy, więc idealnie wpasowaliśmy się w klimat.

Zamek w Chudowie

Yamaha TDM 850, Yamaha YBR 125

Na trasie zrobiliśmy krótki postój w miejscowości Zimna Wódka 😉

Zimna Wódka

 

Jednak największą atrakcją tego dnia był Park Miniatur Sakralnych w Olszowej (niedaleko Strzelec Opolskich). Na terenie obiektu umieszczono piętnaście kopii bazylik i katedr katolickich utworzonych w skali 1:25. Wśród budowli można znaleźć między innymi: katedrę Notre Dame z Paryża, bazylikę św. Marka z Wenecji, bazylikę Grobu Pańskiego z Jerozolimy, katedrę wawelską z Krakowa. Wszystko wykonane jest w niesamowitą starannością i dbałością o każdy szczegół. Dodatkowo każdy budynek posiada opis. Obok miniatur przygotowano propozycję dla dzieci – park linowy. Trzeba przyznać, że ze względu na panujący tego dnia upał (i motocyklowe ubrania) nasze zwiedzanie nie trwało zbyt długo. Ale na szczęście w tym czasie udało nam się zrobić kilka zdjęć i nakręcić krótki filmik.

Park Miniatur Sakralnych Olszowa

Park Miniatur Sakralnych Olszowa

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , , , , by with 2 komentarze.

Mała wycieczka

Opole -> Góra św. Anny -> Zdzieszowice -> Zalesie Śląskie -> Kędzierzyn-Koźle -> Głogówek -> Prudnik -> Opole


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , by with 1 comment.
Close
%d bloggers like this: