Motocykle już gotowe, by ruszyć w trasę

Yamaha TDM 850Poniższy wpis odpowie na wszystkie Wasze pytania dotyczące tego, czym w tym sezonie będziemy jeździć. Pewnie rozczaruje wielu fakt, że wiele się nie zmieni, ponieważ nadal będzie to ten sam skład, czyli poczciwy TDM 850 4tx oraz YBR125… Ale czy na pewno to te same motocykle? Przekonajcie się sami. (więcej…)


Posted in Uncategorized and tagged , , , , by with no comments yet.

Przygotowanie motocykla do podróży

Szeroką drogą – asfaltową czy wąskim szutrem… ważne by wciąż przed siebie, sprawnie i bezpiecznie. Wielu z Was pyta, jak jesteśmy w stanie zmieścić tyle rzeczy na motocykle, jak doposażamy nasze maszyny. Poniżej znajdziecie odpowiedź na te pytania.
W ciągu roku przemierzamy turystycznie około 10000 km samochodem i motocyklem. Żeby to było możliwe nasze pojazdy muszą być w 100% sprawne. Dlatego też przechodzą regularnie przeglądy i bynajmniej nie chodzi tu o te obowiązkowe w stacji kontroli pojazdów.
IS_DSC_0715Nasze motocykle obecnie różnią się już od tych „prosto z fabryki”. Oba zostały przystosowane do dalszych podróży. Podstawowe wyposażenie to przede wszystkim akcesoria do transportu bagażu. Objętość bagażowa mniejszego motocykla sięga nawet do 105 litrów. 50 litrów to kufer centralny, kolejne 48 litrów to pojemność sakw bocznych. Na przedmioty podręczne jest torba na zbiornik z uchwytem wodoszczelnym na telefon czy nawigację. (więcej…)


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , , by with no comments yet.

Albania, cz. 3

Z lekkim żalem opuszczamy piękne albańskie wybrzeże. W dalszą drogę gna nas ciekawość, co też spotka nas we wschodniej części kraju oraz w sąsiedniej Macedonii.

Z Ksamilu wyruszamy w kierunku Gjirokastry, zwanej „Miastem Tysiąca Schodów”. Docieramy tam dość szybko. Główną atrakcją miasta jest zamek ulokowany na skalistym wzniesieniu. Z tego powodu droga do niego nie należy do najprzyjemniejszych. Ale gdy już docieramy na szczyt uznajemy, że to był dobry wybór – przede wszystkim w murach zamku jest chłodno i to nam się bardzo podoba 🙂 Idąc długim korytarzem oglądamy militaria z okresu II wojny światowej. Jednak prędko opuszczamy wnętrza, bo to na dziedzińcu można zobaczyć najciekawsze rzeczy. Przede wszystkim znajduje się tam wrak amerykańskiego samolotu zwiadowczego, który w latach 50-tych lądował awaryjnie na terytorium Albanii. Oprócz tego podziwiamy także wieżę zegarową oraz wspaniały widok na miasto. Już później dowiadujemy się, że swego czasu w podziemiach zamku przetrzymywano więźniów politycznych.

Zamek Gjirokastra

Zamek Gjirokastra

Gjirokastra

Gjirokastra - widok na miasto

W ogromnym upale ruszamy dalej. Przejeżdżamy przez Tepelenę, słynącą ze swej wody, rozprowadzanej po całym kraju pod tą samą nazwą. Mijamy także Këlcyrę i kanion Gryka e Këlcyrës. Drogi są już znacznie gorszej jakości niż na wybrzeżu, ale dalej jest mnóstwo podjazdów i zakrętów. Za to panuje tam znacznie mniejszy ruch samochodowy. Widoki przez całą trasę są niesamowite, zwłaszcza w rejonie Tepeleny. Nie robimy jednak zbyt wielu postojów – szkoda czasu, a poza tym przy tej temperaturze, to żadna przyjemność.

Albania

Spory odcinek jedziemy wzdłuż greckiej granicy. Ciężko znaleźć jakieś zacienione miejsce na odpoczynek, ale w końcu nam się to udaje. Lokujemy się przy ogromnym drzewie, rosnącym przy ulicy. Po kilku minutach na tym można powiedzieć pustkowiu, ze strony pola wyłania się samochód. Ludzie z auta nie wysiadają, ale bacznie nas obserwują. Nie do końca wiemy czy w jakiś sposób zareagować, dlatego czekamy na dalszy rozwój sytuacji. Po kilkunastu minutach pod drzewo podjeżdża bus – nasza miejscówka okazała się przystankiem autobusowym 😀 Nasi towarzysze witają się ze swoim gośćmi, po czym odjeżdżają machając nam. Nie ma się jednak czym przejmować, bo przysiadają się kolejne osoby – starszy mężczyzna z dwójką wnucząt. Dowiadujemy się co nieco o życiu na pograniczu grecko-albańskim, opowiadamy trochę o naszej wyprawie. Po krótkiej pogawędce, wsiadamy na motory i ruszamy dalej.

drogi w Albanii

Pod koniec dnia dojeżdżamy nad Jezioro Ochrydzkie do miejscowości Pogradec. Jesteśmy tuż przy granicy z Macedonią. W miarę szybko znajdujemy camping „Victoria”, w którym zostajemy na noc. Jest on położony przy hotelu o tej samej nazwie, więc jeśli ktoś nie lubi spać w namiocie, może wynająć tam pokój. Plusem jest także całkiem dobra restauracja i jezioro tuż pod samym nosem.

Jezioro Ochrydzkie

Rano, gdy już składamy namiot, znajdujemy… kraba. Wszystko wskazuje na to, że przywieźliśmy go aż z Ksamilu 😉

krab

Do Albanii wracamy ponowie, po wizycie w Macedonii. Kierujemy się do Kukes. Tereny przez które przejeżdżamy są bardzo słabo zaludnione. Czasem spotykamy kogoś poruszającego się na mule, czasem stada różnych zwierząt (głównie owiec). We wsiach dzieci wyskakują na ulice i machają nam. Poza tym mijamy średnio jedno auto co pół godziny… Drogi są całkiem w porządku, choć w niektórych miejscach brakuje asfaltu. Przez spory odcinek nasz pas jest zanieczyszczony kamieniami, które usunęły się ze zbocza. Mimo to jedzie się całkiem przyjemnie.

Albania

 

Pod koniec dnia docieramy do Kukes. Mocno podziurawioną drogą wjeżdżamy w głąb miasta. Tam poznajemy mężczyznę, który kieruje nas do hotelu. Nasz pokój odbiega znacznie od ogólnie przyjętych standardów, ale cieszymy się, że udało nam się tak szybko znaleźć nocleg. A i cena do wygórowanych nie należy.

Gdy chcemy wyjść do sklepu właściciel hotelu wyznacza chłopaka, który będzie nam towarzyszył… Jesteśmy mocno zdezorientowani, jednak nie dajemy tego po sobie poznać. Podczas wieczornych rozmów przy piwie słyszymy, że zaledwie kilka dni przed nami w mieście gościła drużyna Legii Warszawa, oczywiście wraz ze swoimi kibicami. Piłkarze grali z lokalną drużyną FK Kukesi. Dopiero po powrocie do domu dowiadujemy się, że mecz został przerwany w połowie z powodu ataku z trybun na polskiego zawodnika. Oprócz tego kibice Legii również nie pozostawili po sobie najlepszych wspomnień… Być może dlatego właśnie, nam Polakom, było niewskazane poruszać się samotnie po mieście.

Wracając jeszcze do zakupów – okazuje się, że w markecie nie ma chleba (!) I tu kolejna ciekawostka – większość kobiet w Albanii piecze go samodzielnie w domach, dlatego w sklepach są tylko niewielkie ilości. Jest prawie wieczór, więc wydaje się, że na zdobycie pieczywa nie ma szans. Nagle zza kasy wychodzi młoda dziewczyna, wyjątkowo dobrze mówiąca po angielsku. Zabiera mnie na pobliski targ i w moim imieniu kupuje chleb na jednym ze straganów. Wracam do sklepu, by dokończyć zakupy…

Godzinę później siedzimy już w hotelowym ogródku piwnym i dyskutujemy z miejscowymi na temat życia w Albanii i w Polsce.

Yamaha TDM 850, Yamaha YBR 125

Rano ruszamy w dalszą drogę – nie należy ona do najprzyjemniejszych – trafiamy na spory korek, część trasy pokonujemy w żółwim tempie, bo nie zawsze da się przejechać poboczem czy między autami. Na szczęście nie są to duże odległości i w okolicach południa jesteśmy już w Kruje. Zbliża się koniec naszej podróży po Albanii, przed nami jeszcze Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina oraz Chorwacja.

Albania to raj dla każdego. Raj dla motocyklistów, bo mają tam kręte górskie drogi, jak również tereny do jazdy enduro. Raj dla leniwych, bo całymi dniami mogą wygrzewać się na pięknych plażach. Raj dla miłośników historii, bo znajduje się tam mnóstwo pozostałości po starożytnych cywilizacjach. I wreszcie raj dla odkrywców – bo jeszcze sporo tam terenów, o których mało kto u nas słyszał.

Albania to kraj patriarchalny. Tu rządzą mężczyźni. Interesy prowadzi się rodzinnie, ale to faceci nimi kierują. Kobiety głównie zajmują się domem. Również za kierownicą raczej ich nie spotkacie – Albańczycy żartują, że mogą one siedzieć po lewej stronie auta tylko wtedy, gdy jest on sprowadzony z Anglii. Również w trakcie rozmowy bardziej zwracają się do mężczyzn, jakby to co ma do powiedzenia przedstawicielka płci pięknej zupełnie ich nie obchodziło.

Zacząć jakikolwiek biznes nie jest ponoć trudno, w myśl zasady – masz pomysł – działasz, bez zbędnych formalności. Dlatego też tak dużo Albańczyków prowadzi własną działalność gospodarczą. Popularne są zwłaszcza myjnie samochodowe oraz stacje benzynowe (choć nie zawsze jest na nich benzyna 😉 ). Z drugiej jednak strony na każdym kroku spotyka się tam sporo pustostanów i nikogo to już nie dziwi.

Albania

 

Czytając fora i blogi internetowe widać jak to państwo z roku na rok się zmienia. Pojawiają się nowe hotele, campingi oraz dobrej jakości drogi. Płacić można z reguły dwoma walutami: lekami i euro. Na kartę bankomatową nie liczyłabym – terminale zdarzają się tylko w dużych sklepach największych miast. Osoby zatrudnione w turystyce mówią w języku angielskim, a nawet zdarza się, że znają pojedyncze polskie słowa.

Często słyszy się u nas, że Albania może być niebezpieczna, docierają dziwne historie o kradzieżach… Nic z tych rzeczy! Albańczycy są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów i przede wszystkim ich szanują (odwrotnie niż w przereklamowanej Chorwacji). Sami mają świadomość o tej nie najlepszej opinii i robią wszystko, żeby ją poprawić – ta kwestia często pojawiała się w rozmowach z nimi. Na wybrzeże przyjeżdża coraz więcej Polaków i innych turystów z Europy Zachodniej. Nie da się ukryć, że Albania kusi ich nie tylko pięknymi krajobrazami, ale także atrakcyjnymi cenami.

Tak, Albania to niezwykły kraj i bez cienia wątpliwości polecamy podróż tam. My na pewno jeszcze kiedyś tam wrócimy…


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , by with no comments yet.

Podróż w Tropiki?

Nie, nie… nie będziemy pisać o wakacjach w upalnej Afryce. Chcemy natomiast zaprosić Was do odwiedzenia jednego z najpiękniejszych naszym zdaniem miejsc na Górnym Śląsku – Palmiarni w Gliwicach. Mieści się ona w samym sercu miasta, wokół niej roztacza się równie urokliwy o tej porze roku Park Chopina.

Gliwice Palmiarnia (70)

Palmiarnia składa się z kilku tematycznych pawilonów. Ogrom roślin robi naprawdę niesamowite wrażenie. Nam najbardziej przypadła do gustu część tropikalna. Już sam klimat tam panujący, tzn. ogromna wilgoć, lekko nas zaskoczył. Dalej było tylko lepiej – spodobała nam się kaskada i oczko wodne, w którym pływały między innymi… piranie. Dobrym pomysłem, jeśli chodzi o cały obiekt, było ustawienie ławek, dzięki czemu zwiedzający mogą nawet godzinami podziwiać otaczającą ich przyrodę. To wszystko da się także podziwiać z góry, dzięki specjalnej „kładce” przechodzącej przez wszystkie pomieszczenia.

Gliwice Palmiarnia (18)

Gliwice Palmiarnia (41)

Oprócz licznych gatunków roślin w gliwickiej Palmiarni swój dom znalazły zwierzęta – zaczynając od papug, poprzez jaszczurki, a kończąc na wężach.

Gliwice Palmiarnia (25)

Gliwice Palmiarnia (36)

Niewątpliwą atrakcją tego miejsca jest pawilon akwarystyczny. Mieszczą się tam cztery zbiorniki prezentujące różne środowiska słodkowodne: wody Amazonii, rejony Tanganiki, rzeki polskie oraz Azji południowo-wschodniej. Każdy z nich jest pięknie podświetlony, co tylko podkreśla piękno ryb tam pływających.

Gliwice Palmiarnia (63)

Gliwice Palmiarnia (44)

Zdecydowanie bardzo fajna wycieczka, do tego ze wstępem w niskiej cenie. Jak najbardziej polecamy!

Gliwice Palmiarnia (73)


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , by with no comments yet.

Litwa, Łotwa, Estonia, Polska – wrażenia z podróży

Termin: 8-23 sierpnia 2014

Państwa: Litwa, Łotwa, Estonia, Polska

Pojazd: YAMAHA TDM 850

Ilość kilometrów: 4568

Trasa:

Opole – Łódź – Modlin (nocleg) – Augustów – Zelwa (nocleg) – Sejny – Troki – Wilno (2 noclegi) – Zvartavas (nocleg) – Valka – Otepaa – Tartu – Kallaste – Mustvee – Ontika – Aseri – Valkla (nocleg) – Tallin – Parnu – Majaka (nocleg) – Salacgriva – Sigulda – Ryga – Bauska (nocleg) – Rundale – Góra Krzyży – Szawle – Kiejdany – Kowno (nocleg) – Czerwony Dwór – Suwałki – Giżycko (2 noclegi) – Wilczy Szaniec – Gdańsk (nocleg) – Słupsk – Koszalin – Kołobrzeg (3 noclegi) – Borne Sulinowo – Poznań – Opole

Nadeszła pora na podsumowanie naszej wyprawy na Litwę, Łotwę i Estonię… Część miejsc opisywaliśmy już we wcześniejszych postach, teraz postaramy się te opisy wzbogacić, pewne rzeczy dopowiedzieć. W późniejszym terminie napiszemy także nieco więcej o stolicach tych trzech państw, gdyż uważamy, że są to tak urozmaicone i piękne miasta, że wymagają specjalnej uwagi.

Na północ

Wyruszyliśmy 8 sierpnia popołudniu. Pogoda już od początku nas nie oszczędzała – trafiliśmy na ulewę, która spowodowała lekkie opóźnienie. Najwięcej czasu straciliśmy przejeżdżając przez zakorkowaną Łódź. Do Modlina, miejsca pierwszego noclegu, dotarliśmy późnym wieczorem.

Na drugi dzień udaliśmy się na szybkie zwiedzanie Twierdzy Modlin. Została ona wybudowana na rozkaz Napoleona, prace rozpoczęto w 1832 roku. Stacjonowały tam na przemian wojska aż czterech państw: Francji, Rosji, Niemiec i Polski. Obecnie teren ten jest w większości w rękach prywatnych.

DSC_0730

Co prawda było za wcześnie, żeby zobaczyć obiekt wraz z przewodnikiem, ale nie zniechęciło to nas i przeszliśmy całą twierdzę dookoła. Pod koniec droga zamieniła się w wąską ścieżkę zarośniętą chwastami i pokrzywami… Po drugiej stronie rzeki można było za to dostrzec budynek starej mennicy. Trzeba przyznać, że twierdza została już nieco nadszarpnięta przez czas, ale jednocześnie widać, że nowi właściciele powoli zaczynają zmieniać ten stan rzeczy.

Po niestety dość krótkiej wizycie w Modlinie wyruszyliśmy na Mazury. Przejechaliśmy przez mocno zatłoczony Augustów i ostatecznie zdecydowaliśmy się na nocleg w Zelwie (niedaleko miejscowości Sejny, tuż pod granicą). Znaleźliśmy kemping położony nad samym jeziorem. Później okazało się to zgubne, bo w nocy nie mogliśmy odpędzić się od komarów. Na kempingu nie było w zasadzie nic (tj. prysznica, toalety…). Co ciekawe, według naszych sieci komórkowych byliśmy prawie równocześnie w trzech państwach: na Białorusi, Litwie oraz w Polsce; i tym samym w dwóch strefach czasowych 😉 Dodam tylko, że zasięg polskich sieci był najsłabszy. Niemniej jednak widoki były wspaniałe.

2014-08-09-433

Litewskie klimaty

Następnego dnia byliśmy już na Litwie. Droga do Wilna jest bardzo dobra. Dało się też zauważyć mniejszą liczbę aut, więc jechało się super.

Ten zmniejszony ruch wynikał zapewne z tego, że kraj ten ma niecałe 3 mln mieszkańców. Nasze spostrzeżenia? Mało miast, duże odległości pomiędzy wsiami. Miasto tam, to w Polsce w zasadzie większa wieś. Królują niewielkie drewniane i często kolorowe domy, ze sporymi oknami na froncie. Wszędzie widać mnóstwo bocianów, krowy wypasają się tuż przy głównych drogach.

2014-08-10-447

Naszym pierwszym przystankiem na Litwie są Troki. To miasto słynie głównie ze swego zamku, położonego na jeziorze. Jest to jedyny tego typu obiekt w Europie Wschodniej. Powstał w średniowieczu, ale w XVII wieku został doszczętnie zniszczony. Odbudowano go dopiero w ubiegłym stuleciu.

Był to chyba najcieplejszy dzień naszej wyprawy, co spowodowało, że mocno spieszyliśmy się ze zwiedzaniem zamku. Na szczęście z parkowaniem nie było problemu – chyba wszystkie gospodarstwa wokół proponują parking, jednocześnie czerpiąc z tego spore zyski. Plusem jest to, że jak już na całej Litwie, płacić można zarówno litami, jak i w euro (które ma być tam wprowadzone w przyszłym roku).

DSC_0762

2014-08-10-453

Nocowaliśmy 16 km od Wilna, w miejscowości Bezdonys, u przesympatycznej p. Teodozji – dla zainteresowanych możemy podać kontakt. Jeśli interesuje Was nocleg bliżej centrum szukajcie sprawdźcie tutaj. Dzięki temu mieliśmy cały dzień na spacer po litewskiej stolicy. Zaparkowaliśmy bezpłatnie przy Placu Katedralnym. Dość szybko przeszliśmy przez miasto, oglądając wszystko to, co każdy turysta powinien zobaczyć: Bazylikę Archikatedralną z dzwonnicą, Uniwersytet, kościół św. Jana, cerkiew św. Mikołaja, ratusz, cerkiew św. Ducha, Ostrą Bramę, Pałac Prezydencki, Basztę Giedymina i inne. Na koniec podjechaliśmy pod kościół św. Piotra i Pawła. Zaserwowaliśmy sobie także przejażdżkę po nowej części miasta. Więcej o Wilnie przeczytacie tutaj.

DSC_0841

DSC_0810

Inny świat

Następnego dnia Daniel przyjął ambitny plan: trasa spod Wilna, przez całą Litwę oraz Łotwę, aż pod granicę łotewsko-estońską. Odcinek miał około 450 km. Podróż przebiegała dobrze, do czasu. W miarę zbliżania się do Łotwy stan dróg się pogarszał. Przy granicy mijaliśmy sporo robót drogowych, gdzie czasem trzeba było stać przy prowizorycznych światłach nawet po 10-15 minut, mimo że z drugiej strony nikt nie jechał. Kilka takich odcinków trochę nadszarpnęło nasze nerwy. Nieco pocieszająca była świadomość, że za rok, jeśli ktoś wyruszy podobną trasą, będzie poruszał się już po nowych drogach.

Jeszcze gorszy stan dróg zastaliśmy na Łotwie. Pamiętajcie, że poruszaliśmy się po wschodniej części tego kraju. W zasadzie mało było dróg asfaltowych, większość to drogi szutrowe. Co jakiś czas pojawiały się malutkie wsie, liczące kilka gospodarstw. A tak poza tym – tylko droga, las i my. Tak przejechaliśmy przez niemal całą Łotwę.

DSC_0901

Kemping w miasteczku Zvartavas, który wcześniej wyszukaliśmy w Internecie, nie istniał. Ale przypadkowo spotkana kobieta, która o dziwo bardzo dobrze posługiwała się językiem angielskim, doradziła nam nocleg „na dziko” nad jeziorem. Ponoć wiele osób tak robi (pewnie wynika to z faktu, że w pobliżu nie ma żadnych kempingów czy pensjonatów). Wskazane miejsce okazało się być całkiem przyjemnym zakątkiem. Widać, że lokalna ludność zadbała o ten teren – było boisko do siatkówki, drewniane stoły z ławkami, przebieralnia, a nawet prowizoryczne, ale czyste WC. Pod koniec dnia mieszkańcy zaczęli się tam zbierać i zażywać kąpieli w jeziorze (ja również do nich dołączyłam). Nasza obecność może lekko ich zaskoczyła, ale bynajmniej nie przeszkadzała. Mimo pewnych obaw, noc przebiegła bardzo spokojnie.

2014-08-12-484

Estonio witaj

Z miejsca naszego noclegu było już rzut kamieniem do granicy. Przekroczyliśmy ją w miejscowości Valka. Momentalnie dało się zauważyć spore różnice, zwłaszcza jeśli chodzi o stan dróg.

Doszliśmy do wniosku, że Estonia jest spośród tych trzech państw najbardziej podobna do Polski, pod wieloma względami.

Pierwszą zwiedzoną miejscowością w tym kraju była Otepaa. Jest to kurort, który przyciąga turystów głównie zimą, ze względu na swe lekko (jak na polskie warunki) górzyste położenie; być może dlatego na nas nie zrobił większego wrażenia.

Jadąc dalej na północ przejechaliśmy przez Tartu. Jest to duże (drugie pod względem wielkości w kraju) i nowoczesne miasto, ciekawa odmiana po tym co widzieliśmy na wschodniej Łotwie. Tartu słynie z największego kompleksu uniwersyteckiego w krajach bałtyckich oraz mostów – my przejeżdżaliśmy przez ten najbardziej znany – Kaarsild.

Gawarisz pa ruski?

Z Tartu wybraliśmy się nad jezioro Pejpus, przez które przechodzi granica estońsko-rosyjska. Pejpus wraz z jeziorem Ciepłym i Pskowskim tworzy jeden zbiornik o powierzchni 3550 km kwadratowych. Jest to czwarty pod względem wielkości akwen w Europie. Dla porównania, jezioro Śniardwy ma 113 km kwadratowych.

 Jezioro Pejpus Estonia

Podróżowaliśmy wzdłuż jeziora zaczynając od Kallaste, a kończąc na Mustvee. Przy poboczach stali mieszkańcy, sprzedający pomidory, cebulę oraz ogórki. Gdzieniegdzie widać było szyldy wędzarni ryb. Poza tym nie było zbyt wiele pensjonatów czy hoteli.

Ten stan rzeczy utrzymał się w zasadzie aż do Tallinna. Ale zanim tam trafiliśmy, trzeba było przejechać jeszcze sporo kilometrów…

Wczesnym popołudniem dotarliśmy do najdalej wysuniętego punktu naszej wyprawy – Ontiki. W tych okolicach występują jedne z najpiękniejszych wybrzeży wapiennych w Estonii.

2014-08-13-521

Dalej poruszaliśmy się wzdłuż morza, na zachód. Okazało się, że znalezienie noclegu wcale nie jest takie proste, bo nie mamy tu do czynienia z nadmorskimi kurortami, ale z miasteczkami, które co najwyżej mają jeden sklep. Szczytem marzeń zaczęła być jakakolwiek knajpka, w której można coś przekąsić. Bardzo ciężko było dogadać się z mieszkańcami, nikt nie mówił ani nie rozumiał angielskiego, wszyscy posługiwali się estońskim oraz rosyjskim.

2014-08-13-525

Szczęśliwie znaleźliśmy nocleg w miasteczku Valkla. Po sprawdzeniu wszystkich dostępnych opcji zdecydowaliśmy się na rozbicie namiotu na terenie kempingu. Nasz namiot stał około 10 metrów od morza 🙂

DSC_0948

Cywilizacja!

Z Valkli już bardzo blisko do Tallinna, standardowo więc wstaliśmy o 6 rano, żeby jak najwcześniej zacząć poznawanie miasta. Trzeba przyznać, że ma ono swój klimat. Zwłaszcza Stare Miasto. Co prawda zastaliśmy tam dużo więcej turystów niż w Wilnie, ale wcale nam to nie przeszkadzało. Zwiedzający głównie niemieckojęzyczni – widocznie u naszych zachodnich sąsiadów nastała moda na odwiedzanie tych państw. Myślę, że z czasem przejdzie ona także do Polski i nasi krajanie przestaną się bać odwiedzać inne kraje bałtyckie.

Ale wracając do Tallinna, zwiedziliśmy między innymi: Zamek Toompea, sobór Aleksandra Newskiego, Dom Bractwa Czarnogłowych, kościół św. Ducha, cerkiew św. Mikołaja i oczywiście plac Ratuszowy. Niejako do symboli miasta urosły już liczne wieże i baszty, które niegdyś były częścią potężnych obwarowań.

DSC_1024

DSC_0976

Z estońskiej stolicy skierowaliśmy się na południe. Dość szybko dojechaliśmy do Parnu. I znowu okazało się, że to, co tam ma być popularnym kurortem, jak na Polskie warunki wypada dość blado. Oczywiście jak najbardziej jest to urocze miasteczko; ale patrząc naszymi kategoriami – miasteczko, a nie miasto.

Tym samym znowu pojawiły się problemy z noclegiem. Ale jadąc wzdłuż Bałtyku udało nam się natrafić na całkiem sympatyczne miejsce o nazwie Lammeranna (wieś Majaka). Zważywszy na deszczową pogodę, tym razem wybraliśmy pokoje. Co ciekawe, byliśmy jedynymi gośćmi hotelu… I tutaj jest odpowiedź na niewielki przemysł turystyczny w tych rejonach (choć i tak tu było wszystko bardziej rozwinięte niż na północy kraju) – mała liczba ludności = mało turystów = mało ośrodków turystycznych.

Pogoda była nienajlepsza, ale rano znów wyszło słońce, więc chociaż na chwilę mogliśmy pospacerować po plaży.

Jadąc do Rygi zboczyliśmy trochę na wschód, by zobaczyć miejscowość Sigulda. Mimo że nazwano ją „Małą Szwajcarią”, nas nie zachwyciła. Można stwierdzić, że nadłożyliśmy drogę niepotrzebnie.

Ryga to chyba największa stolica wśród tych, które zobaczyliśmy w tegoroczne wakacje. Rozciąga się kilometrami, również Stare Miasto jest mocno rozbudowane, poszczególne zabytki nie stoją przy jednej ulicy, ale są bardziej rozproszone.

IMG_0784

Największe wrażanie zrobił na nas niesamowity plac ratuszowy, gdzie uwagę przyciągają przede wszystkim dwa budynki: Dom Wagi i Dom Bractwa Czarnogłowych. Są one bogato dekorowane rzeźbieniami, a na specjalną uwagę zasługuje błękitno-złoty zegar, wspaniale kontrastujący z czerwienią frontu.

DSC_1057

Zwiedzanie Rygi pokrzyżował nam deszcz, w związku z tym opuściliśmy to miasto nieco wcześniej niż chcieliśmy.

Niesamowite miejsca

Z Rygi skierowaliśmy się dalej na południe do Bauski. Nocowaliśmy tam na kempingu Nemeji. Lekko zdziwił nas fakt, że gdy tam dotarliśmy nie było nikogo kto przyjmowałby turystów. Pod wieczór udało mi się znaleźć właścicielkę, której trochę nawet „na siłę” zapłaciłam za pole. Kemping z pełnym węzłem sanitarnym, gospodarstwo było połączone z pasieką, dzięki czemu odwiedzający mogli również zakupić miód. Polecamy!

Nazajutrz udaliśmy się do ruin średniowiecznego zamku krzyżackiego w Bausce. W późniejszym okresie na fundamentach podzamcza zbudowano okazały pałac. Całość prezentuje się bardzo dobrze.

IMG_0795

IMG_0806

Nieco dalej na zachód od Bauski znajduje Pałac Rundale, zwany łotewskim Wersalem. Ta barokowo-rokokowa budowla rzeczywiście go przypomina, jest ogromna, a jej wnętrza są bogato wyposażone. Widać dużo złota, luster, malowideł ściennych. Oglądać zabytek przybywa wiele wycieczek, stąd spore zamieszanie przy wejściu. Ponadto już na początku trzeba zdecydować się co dokładnie chcemy zobaczyć (trasa długa lub krótka, z ogrodem lub bez). Czasami czuliśmy się tam trochę jak na Wieży Babel, gdy wchodziliśmy do kolejnego pomieszczenia, za każdym razem słyszeliśmy inny język. Byliśmy także świadkami specjalnego koncertu fortepianowego. Bardzo spodobało nam się to miejsce i na pewno będziemy je polecać na wycieczki innym.

DSC_1078

2014-08-16-615

Z Pałacu w Rundale jest już niedaleko do granicy z Litwą. Z kolei kawałek dalej znajduje się miejsce niezwykle dla Litwinów – Góra Krzyży. W zasadzie nie jest to nawet góra, a pagórek, niemniej jednak miliony krzyży tam zebranych robią imponujące wrażenie. Dzięki temu, że podróżowaliśmy motocyklem, mogliśmy zaparkować przy samej bramie.

Miejsce to pojawiło się podczas powstań na Litwie. Władze carskie zabroniły stawiania krzyży na grobach powstańców, zastępczo usypano zatem górkę, gdzie oddawano im cześć. Z czasem góra stała się symbolem walki o niepodległość. Na przestrzeni lat krzyże niszczono, ale zaraz potem pojawiały się kolejne. Obecnie są one przywożone przez różne grupy pielgrzymów z całej Europy.

2014-08-16-623

Po drodze zwiedziliśmy jeszcze Kiejdany. Jest to jedno z najstarszych miast na Litwie, szczycące się kilkoma zabytkami takimi jak: kościół św. Józefa, kościół św. Jerzego, zbór kalwiński, cerkiew Przemienienia Pańskiego. Latem zwłaszcza starówka tętni życiem, ale wydaje nam się, że mimo wszystkich starań, Kiejdany dalej pozostają prowincjonalnym miasteczkiem.

2014-08-16-634

Nad Niemnem

Kolejną noc spędziliśmy pod Kownem, u przyjaciela naszego kolegi, Dariusa. Prowadzi on własne gospodarstwo z różnymi gatunkami gęsi i kur. Dla miastowych takich jak my to nie lada atrakcja.

Na drugi dzień przeprawiliśmy się statkiem na drugi brzeg rzeki Niemen. Cała zabawa trwała kilka minut, kosztowała 5 litów, ale wrażenia całkiem sympatyczne.

Zaraz potem pojechaliśmy na wzgórze pod kościół św. Jerzego w Wilkach. Rozpościerał się stamtąd przepiękny widok na okoliczne tereny.

Pod drodze zwiedziliśmy jeszcze Czerwony Dwór, gdzie najciekawszym zabytkiem jest tam średniowieczny zamek obronny. Pierwotna warownia została wzniesiona przez Krzyżaków, jednak budowla swój obecny wygląd zawdzięcza przemianom z XVI i XVII wieku. W trakcie II wojny światowej cześć zamku uległa spaleniu, ale kilkanaście lat później zabytek odrestaurowano. Obecnie na terenie dworu mieści się także ekskluzywna restauracja.

2014-08-17-657

Jadąc do Dariusa mijaliśmy Kowno, na drugi dzień postanowiliśmy wrócić do tego drugiego co do wielkości miasta na Litwie. Obejrzeliśmy XIII-wieczny zamek, przeszliśmy się nieco po Starym Mieście. Duże wrażenie zrobił na nas potężny sobór św. Michała Archanioła, wzniesiony w stylu bizantyjskim. Zamyka on niejako najbardziej reprezentacyjną ulicę w mieście – Aleję Wolności.

DSC_1146

Mazurskie wody

Droga z Kowna do Polski przebiegła bardzo sprawnie i szybko. Zupełnie przypadkowo, już na polskiej ziemi natrafiliśmy na muzeum- poniemiecki bunkier (droga 653 z Bakłażewa do Nowej Wsi). Ma on kilka pomieszczeń, w tym także punkt strzelecki.

DSC_1179

Przejechaliśmy przez Suwałki, by zaraz potem znaleźć się w Giżycku. Tam pierwsze swoje kroki skierowaliśmy do Twierdzy Boyen. Los chciał, że akurat trafiliśmy na Święto Twierdzy, któremu towarzyszyła moc atrakcji.

A teraz trochę historii: obiekt powstał w połowie XIX wieku w celu blokady strategicznego przesmyku pomiędzy jeziorami Niegocin i Kisajno. Nazwę swą zawdzięcza generałowi von Boyen, który był inicjatorem budowy twierdzy. Do roku 1945 stacjonowały w niej wojska niemieckie, później przeszła w posiadanie Wojska Polskiego. Od lat 50-tych do 90-tych na terenie twierdzy funkcjonowały przedsiębiorstwa spożywcze, co spowodowało spore zniszczenia.

Twierdza Boyen zajmuje sporą powierzchnię, bo prawie 100 ha. Ma kształt nieregularnej sześcioramiennej gwiazdy z dziedzińcem na środku. Każde ramię gwiazdy to osobny bastion. Najbardziej rozpoznawalna brama (od strony miasta) nazwana została Giżycką.

DSC_1186

Nocowaliśmy na kempingu LOK, tuż przy samym jeziorze Niegocin. Fajne miejsce, choć każdorazowa płatność za korzystanie z toalety w momencie kiedy zapłaciło się za nocleg, wydaje się być lekką przesadą. Podczas rozkładania namiotu podszedł do nas Piotr, który szukał załogi na dwudniowy rejs. Po chwili zastanowienia przyjęliśmy jego propozycję i już na drugi dzień pływaliśmy jachtem po Niegocinie. Co prawda pogoda od rana nie wróżyła nic dobrego, ale popołudniu zdecydowaliśmy się na wypłynięcie. Do tego wszystkiego po dotarciu na drugi brzeg, wędkujemy. O dziwo udało nam się złowić kilka niewielkich rybek. Kolejny dzień to już nieco lepsza pogoda, która pozwoliła nam postawić żagiel. Czas spędzony bardzo przyjemnie.

DSC_1195

Po opuszczeniu Giżycka udaliśmy się do Wilczego Szańca. W skrócie są to ruiny dawnej kwatery głównej Hitlera. Kiedyś to zamaskowane w lesie miasteczko liczyło około 200 budynków: schrony, baraki, dworzec kolejowy, elektrownię… Na tym terenie znajdowały się również dwa lotniska. Hitler spędził tam ponad 800 dni. Oprócz niego przebywali tam między innymi Gornig, Himmler czy Goebbels. To tutaj miał miejsce słynny zamach na Hitlera, zobrazowany między innymi w filmie „Valkiria”. W 1945 roku oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do Wilczego Szańca, które dokonały zniszczenia prawie wszystkich budowli.

Nie da się ukryć, że wojska radzieckie osiągnęły swój cel i po kwaterze głównej obecnie pozostało już niewiele. Teren do zwiedzania jest spory, jednakże spotkać tam można głównie pozostałości po budynkach. Zwyczajem turystów jest symboliczne „podpieranie” ściany patykami. Podobno legenda głosi, że jeśli któraś panna doda także swój patyk, to w ciągu roku wyjdzie za mąż.

DSC_1234

Morze, nasze morze…

Kolejną noc spędziliśmy w całkiem przyjemnym hoteliku pod Gdańskiem. Sam Gdańsk był w tym czasie mocno oblegany, bo jak się później dowiedzieliśmy, swój koncert miał tam Justin Timberlake.

Stare Miasto w Gdańsku udało nam się przejść dość szybko. Zobaczyliśmy wszystko to, co każdy turysta zobaczyć powinien: ratusz, fontannę Neptuna, żurawia, stocznię, stadion, katedrę. Ale Gdańsk to miasto z mnóstwem zabytków, dlatego jeśli jeszcze kiedyś będziemy na polskim pomorzu, temu miejscu poświęcimy na pewno więcej uwagi.

DSC_1323

IMG_0895

W trakcie dalszej drogi odwiedziliśmy na chwil kilka tor kartingowy w Koszalinie.

Kołobrzeg był ostatnim miastem nad Bałtykiem, które poznaliśmy tego lata. Spędziliśmy tam niecałe trzy dni i chyba zdążyliśmy je przejść wzdłuż i w szerz.

 

Kołobrzeg oprócz pięknych plaż (kilka lat temu były poszerzane) szczyci się bogato wyposażonym Muzeum Oręża Polskiego. Kolekcja przedmiotów dokumentuje historię polskiej wojskowości od czasów średniowiecza aż do współczesności. Całość uzupełnia ekspozycja plenerowa zawierająca ponad 70 muzealiów: pojazdów ciężkich, artylerii, samolotów.

DSC_1439

Koniec przygody

Wypoczęci wracaliśmy z Kołobrzegu przez Borne Sulinowo – niegdyś określane mianem „miasta widmo”. Niewiele osób wie, że do początku lat 90-tych nie było one widoczne na mapach i oficjalnie nie istniało. Swoją bazę miały tu najpierw wojska niemieckie, następnie radzieckie. Miasto przez na pewien czas opustoszało, ale obecnie ma już prawie 4,5 tys. mieszkańców. Stare budynki wojskowe pozostały, zmieniły tylko swoją funkcję.

Wyjeżdżając z Bornego Sulinowa trochę skróciliśmy sobie trasę, jadąc piaszczystą drogą przeciwpożarową.

2014-08-23-730

Dzięki temu, że zaczęliśmy jechać z samego rana, udało nam się nieco ominąć korki i tym samym byliśmy dość wcześnie w domu, w Opolu… zadowoleni z siebie, z naszej Yamahy i żądni kolejnych nowych przygód.

Litwa, Łotwa i Estonia to jeszcze nieodkryte przez Polaków państwa. Oboje mamy nadzieję, że w ciągu najbliższych lat się to zmieni, bo tereny te są warte poznania. Zachwycają trzy stolice: Wilno, Ryga, Tallinn – każda z nich jest inna i ma swój specyficzny klimat. Warte uwagi jest wiele miejsc, jak na przykład Pałac w Rundale, Góra Krzyży czy też okolice jeziora Pejpus. A miłośnikom offowej jazdy z pewnością spodobają się niektóre z tras.

Wyjazd na pewno był ciekawym pomysłem i cieszymy się, że trochę na przekór wybraliśmy właśnie te państwa. Był to duży sprawdzian dla nas, jak również dla naszego motocykla, który – trzeba przyznać – sprawił się świetnie, także na drogach szutrowych i piaszczystych. Wszystkim polecamy podobną podróż; jeśli macie jakiekolwiek pytania piszcie (nasze e-maile w zakładce kontakt).

Na koniec chcieliśmy gorąco podziękować (wg trasy): cioci Halinie i wujkowi Krzyśkowi, pani Teodozji, Dariusowi i jego rodzinie, Piotrowi, Ewie oraz wszystkim serdecznym ludziom, których spotkaliśmy na naszej (szerokiej) drodze.


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , by with no comments yet.
Close
%d bloggers like this: