Macedonia

Planując wakacje myśleliśmy głównie o zwiedzaniu Albanii. Z czasem jednak dochodziły do nas słuchy, że sąsiednie państwa są równie interesujące i mogą mieć wiele do zaoferowania. Dlatego też rozszerzyliśmy naszą podróż o inne bałkańskie kraje. Macedonia motocyklem to również ciekawa alternatywa na wakacje.

Do Macedonii wjeżdżamy z Albanii, od strony Jeziora Ochrydzkiego. Na początku trafiamy do Ochrydu, słynnego kurortu przyciągającego tysiące turystów każdego roku. Rzeczywiście jest co zwiedzać – znajdują się tam liczne cerkwie (św. Zofii, św. Pantelejmona, św. Jana z Kaneo), ruiny twierdzy cara Samuela oraz starożytny teatr. Przejeżdżamy przez główną ulicę miasta. Jest bardzo upalnie, korek na drodze niesamowity, ale do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

Trzeba przyznać, że nie jesteśmy zbyt dobrze przygotowani do wizyty w tym mieście, bo zupełnie nie wiemy jak znaleźć poszczególne zabytki. Znaków informacyjnych też nie widzimy, więc generalnie błądzimy jak dzieci we mgle. Przedostajemy się pod pomnik Klimenta Ochrydzkiego stojącego na końcu promenady. Oboje tak naprawdę mamy już dość tego miejsca i w głowie kołacze się jedna myśl: ucieczka. Być może trzeba było tam zostać na dzień lub dwa i na spokojnie przejść się po mieście. My jednak byliśmy tego dnia dopiero na początku naszej drogi i najzupełniej nam się to nie opłacało. Może uda się innym razem 😉

Ochryd

Ochryd, Macedonia motocyklem Yamaha YBR 125

Niekoniecznie wesoło i kolorowo

Następnym punktem naszej wycieczki ma być słynny Kanion Matka, położony nieopodal Skopje. Świadomie rezygnujemy z autostrady, żeby lepiej poznać Macedonię. Po około godzinie orientujemy się, że raczej nie ma co liczyć na piękne widoki, jak to miało miejsce w Albanii. Jedziemy głównie miastami, które mamy wrażenie ciągną się w nieskończoność. Czujemy się tak jakbyśmy nie byli już w Europie. Miasta są zaniedbane, drogi kiepskie, a ludzie dziwnie nam się przyglądają.

Mijamy sporo opuszczonych budynków, ale z drugiej strony da się także zauważyć dużą liczbę knajpek. Co ciekawe praktycznie w każdej stoliki są zajęte – przesiadują tam jednak sami mężczyźni, kobiety żadnej nie dostrzegam. Nie widać też turystów, choć po drodze mijamy kilka samochodów na zachodnioeuropejskich tablicach (Szwajcarzy, Holendrzy). Oczywiście jak to na Bałkanach bywa – każdy jeździ jak chce… Klimat raczej nie sprzyja do zatrzymywania się w tych rejonach, stąd też przywieźliśmy stamtąd dosłownie jedno przypadkowo zrobione zdjęcie.

Macedonia
Późnym popołudniem docieramy pod Kanion Matka. Mówi się, że być w Macedonii i nie zobaczyć tego miejsca, to grzech. Wrażenie robią pasma górskie, które otaczają jezioro. Uroki tego miejsca podziwia się z wynajętej łódki bądź z tarasu ulokowanej tam restauracji. Ponadto można także popłynąć do jaskini oraz odwiedzić monastyr św. Mikołaja.

Kanion Matka
Po całodniowej jeździe zależy nam na tym, żeby jak najszybciej znaleźć nocleg. Jak się okazuje wcale nie jest to takie proste. Wcześniej wyszukaliśmy camping niedaleko kanionu. Gdy tam docieramy okazuje się, że to co kiedyś było campingiem, dziś można nazwać slumsami. Z początku nie wygląda to źle – jest parking, jakieś budynki, sporo ludzi i ogromny sztuczny akwen. Zaczynam szukać zarządcy, ale po chwili orientuję się, że domki są opuszczone, a terenem nikt już nie administruje. Obszar jest ogromny. Część osób przyjechała jedynie się wykąpać, druga część mieszka (chyba na stałe) w rozpadających się i zniszczonych campingach. Po krótkiej naradzie decydujemy, że musimy szukać innego miejsca.

Teren wokół kanionu przejeżdżamy kilka razy. O tej porze nigdzie nie ma już miejsc. Zresztą baza noclegowa tam jest dość uboga, bo większość turystów przyjeżdża z położonego ok. 15 kilometrów dalej Skopje. Zupełnym przypadkiem poznajemy ludzi, który telefonicznie znajdują nam hostel w macedońskiej stolicy. Jesteśmy uratowani 😉 Żeby nie mieć takich problemów jak my, możecie zarezerwować wcześniej na Booking.com

Skopje nocą

Nasi nowi znajomi prowadzą nas do celu. Jest niedziela wieczór, więc ulice są względnie przejezdne. Pod koniec rozładowują się intercomy i tracimy możliwość rozmowy. Na szczęście niedługo potem jesteśmy już na miejscu. Nocujemy w Hostelu Urban, ale do dyspozycji dostajemy 2-pokojowe mieszkanie z aneksem kuchennym i balkonem (wynegocjowana cena: 35 euro). To miła odmiana po noclegach w namiocie, chociaż one oczywiście też mają swój nieodparty urok ;).

Jesteśmy mocno zmęczeni, jednak prysznic potrafi zdziałać cuda. Jako że nasze mieszkanko mieści się praktycznie w centrum, postanawiamy pójść na krótki spacer, żeby choć trochę zobaczyć jak wygląda Skopje. Nie spodziewamy się żadnych rewelacji – do tej pory Macedonia nas nie rozpieszczała.

Idziemy bulwarem Partizanski Odredi po drodze mijając kasyna i kluby nocne. Docieramy do charakterystycznej cerkwi św. Klemensa z Ochrydu. Zmierzamy dalej ku ulokowanej na wzniesieniu twierdzy Skopsko Kale. Jej początki szacuje się na VI w. (czasy bizantyjskie), jednak na przestrzeni lat była wielokrotnie przebudowywana. Jesteśmy w tym momencie już nad rzeką Wardar, która przedziela miasto na dwie części. Przemieszczamy się wzdłuż rzeki, po jej drugiej stronie mijamy stworzony w stylu antycznym Teatr Narodowy oraz Muzeum Macedońskiej Walki o Niepodległość.

Skopsko Kale

Skopje
Powoli zaczynamy zdawać sobie sprawę, że to miasto kryje w sobie więcej niż przypuszczaliśmy. W końcu trafiamy na słynny Plac Macedonia. Na jego środku mieści się pomnik-fontanna „Wojownik na koniu”. Owym wojownikiem w rzeczywistości jest Aleksander Wielki. Od lat trwa spór Macedończyków i Greków o jego pochodzenie, więc żeby nie drażnić sąsiadów autorzy pomnika zdecydowali się na taką, a nie inną nazwę. Z racji tego, że jesteśmy tam w nocy, mamy szansę zobaczyć pokaz „woda-światło-dźwięk”. Robi to na nas niesamowite wrażenie. Oprócz tego nieopodal placu znajduje się łuk triumfalny – „Brama Macedonii”, wybudowany w 2011 roku z okazji 20-lecia niepodległości.

Skopje, plac Macedonia

Brama Mecedonii
Ruszamy dalej i mostem o wdzięcznej nazwie „Oko” (Eye Bridge) przechodzimy na drugą stronę miasta. Sam most jest pięknie oświetlony i prezentuje się świetnie. Wychodzimy na wprost monumentalnego Muzeum Archeologicznego. Cały czas mijamy też kolejne oświetlone pomniki, m.in. Pomnik Macedońskich Matek. Zaczyna do nas docierać, że Skopje to miasto niezwykłe, a nagromadzenie interesujących obiektów na metr kwadratowy jest wprost niespotykane. Z drugiej strony pojawia się czerwona lampka, że coś tu jest nie tak…

Skopje, pomnik Macedońskich Matek
Uliczki zaczynają robić się coraz węższe, pojawia się coraz więcej knajpek. To Carsija, muzułmańska dzielnica miasta. Widać tu mocno naznaczone wpływy tureckie, dlatego często nazywana jest Małym Stambułem. Jednak turystów, jak i mieszkańców stolicy przyciąga głównie ogromna liczba lokali. Każdy z nich ma swój własny klimat, w niektórych odbywają się koncerty lub dyskoteki. My też ulegamy urokowi tego miejsca i kosztujemy popularnego piwa Skopsko. Później znajdujemy jeszcze Meczet Mustafa Paszy, przechadzamy się po uliczkach podziwiając witryny sklepowe. Wrażenie robią zwłaszcza te z mocno udekorowanymi sukniami ślubnymi.

Carsija
Wychodzimy z dzielnicy Kamiennym Mostem. Urósł on do symbolu miasta, widnieje nawet w jego herbie. Powstał w XV wieku za panowania tureckiego sułtana Mahmeda Zdobywcy. Składa się z 12 półkolistych łuków i w całości mierzy 214 metrów. W średniowieczu był centrum najważniejszych wydarzeń oraz… miejscem egzekucji. Przechodząc obok pomnika Justyniana I ponownie trafiamy na Plac Macedonia. Jest już po północy, powoli kończymy naszą wędrówkę po mieście i ruszamy w kierunku hostelu…

Kamienny Most, Skopje
A teraz trochę faktów z najnowszej historii Skopje. W 1963 roku podczas trzęsienia ziemi miasto zostało niemal całkowicie zniszczone. Przetrwały tylko nieliczne zabytki, między innymi wspomniany wyżej Kamienny Most czy Twierdza Kale. Po latach przyjęto plan rozwoju miasta „Skopje 2014”, który zaczęto realizować w 2010 roku. Głównym założeniem projektu było zbudowanie obiektów takich jak: muzea, teatr, filharmonia czy inne budynki użyteczności publicznej. Wszystkie zostały wystylizowane na antyczne. Oprócz tego w centrum miasta powstało około 50 pomników i fontann. Początkowo na to wszystko miano wydać ok. 80 mln euro. Obecnie koszty szacuje się w granicach 500 mln euro (!).

Skopje

Skopje
Opinie o Skopje są bardzo skrajne. Jedni mówią, że miasto pełne jest kiczu i powoli zamienia się z Disneyland. Razi zwłaszcza duża ilość pomników, które z czasem przestają być interesujące. Trochę dziwi fakt, że w XXI wieku ktoś chce budować antyczne miasto, i to na taką skalę. Nie da się też ukryć, że Macedończyków irytują ogromne nakłady finansowe przeznaczone na rozwój stolicy. Z drugiej jednak strony z roku na rok przyciąga ona coraz więcej turystów. Jest sporo nowoczesności, ale jednocześnie stara dzielnica zachowała swój klimat. Skopje kusi zwłaszcza nocą, stąd też nazywa się je czasem Małym Vegas. Oświetlone budynki i monumentalne pomniki zapierają dech w piersiach. My, gdy byliśmy w centrum, nie wiedzieliśmy, gdzie skierować nasz wzrok – tyle działo się dookoła. Dlatego przychylamy się bardziej do tej drugiej opinii. Dla nas Skopje pozostanie miastem niezwykłym.

Skopje 2015

Urocze Mavrovo

Niestety zbyt szybko żegnamy się z macedońską stolicą. Następnego dnia jedziemy już z powrotem w kierunku albańskiej granicy. Tym razem wybieramy autostradę. Nie należy ona do najtańszych. Co około 30-40 km mijamy bramki, gdzie zostawiamy po 1 euro od motocykla lub 300-400 denarów, w zależności od odcinka. Ale dzięki temu oszczędzamy czas i dość szybko docieramy do kolejnego celu naszej podróży – nad jezioro Mavrovo i miejscowość o tej samej nazwie.

Mavrovo to tak naprawdę wieś, choć ponoć zimą zamienia się ona w narciarski kurort. Z kolei jezioro powstało w wyniku wybudowanej w latach 50-tych tamy. To właśnie przyczyniło się do stworzenia największej atrakcji w okolicy – zatopionego kościoła. Ów kościół leżał bowiem na terenie planowanego jeziora. Budowla jednak została, woda sięga czasem aż do połowy jej wysokości (nie licząc wieżyczki), co widać po ciemniejszych śladach na murach. My akurat jesteśmy tam w samym środku upalnego lata, dlatego też poziom wody znacznie się obniżył i opuszczony kościół nie jest wcale zatopiony…

Mavrovo

interesujące miejsca w Mecedonii
Drugą atrakcją Mavrova jest położona nieopodal cerkiew. Większość osób trafia do niej zapewne przypadkiem, bo prawie nigdzie nie można znaleźć o niej informacji; najprawdopodobniej dlatego, że jest budowlą stosunkowo młodą. Choć niewielka (jak większość cerkwi na Bałkanach), to imponujące jest zwłaszcza jej wnętrze – malowidła w mocnych kolorach, ogromny kryształowy żyrandol i mnóstwo świec. Na obrazach ustawionych w samym centrum świątyni wierni zostawiają swoje datki.

Mavrovo

Mavrovo cerkiew
W miasteczku znajduje się kilka restauracji, więc jemy tam obiad i ruszamy dalej w trasę. To już koniec naszej wizyty w Macedonii. Nie ukrywam, że byliśmy tak zachwyceni Albanią, że chcemy tam jak najszybciej wrócić. Z kolei Macedonia nie robi na nas tak dużego wrażenia, może jednak trzeba więcej czasu, żeby lepiej poznać i zrozumieć ten kraj.


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , by with 2 komentarze.

Albańskimi drogami

Za nami kilka dni podróży po Albanii. Po dwóch dniach drogi samochodem byliśmy już w Kruje. Tam nocowalismy na wzgórzu zamkowym. Trzeba przyznać, że przejazd z przyczepą i motocyklami nie należał do najłatwiejszych ze względu na strome i śliskie zbocza. Od razu dało się zauważyć otwartość i gościnność Albanczyków. Zjedlismy tradycyjną albanska kolację, składającą się między innymi z zupy z koziego sera, gotowanych papryczek, pasty oraz czegoś na kształt naszego budyniu z ryżem. Kolejnego dnia ruszyliśmy już motocyklami w kierunku morza. Odwiedziliśmy mocno zatłoczone Durres i jadąc tak wybrzeżem dotarliśmy pod miejscowość Vlore. Ten dzień mocno dał nam w kość – dopiero przyzwyczajalismy się do prawie 40-stopniowych upałów i stylu jazdy Albańczyków. W miastach trzeba było mieć oczy dookoła głowy. Na szczęście udało nam się zregenerować siły na campingu tuż przy samym morzu. Tak tam pięknie, że ciężko było rozstawać się z tym miejscem, dlatego w dalszą podróż wyruszyliśmymy dopiero popołudniu. A czekała nas bardzo ambitna trasa przez Przełęcz Llogara. Mnóstwo zakrętów, strome podjazdy oraz chaotycznie jeżdżący lokalsi… Ale za to widoki niezapomniane. Nocowalismy w Ksamilu na rewelacyjnym campingu niedaleko morza. Tak nam się spodobało, że postanowiliśmy zostać 1 dzień dłużej. I to był strzał w dziesiątkę. Pojechaliśmy w tym czasie na wycieczkę do Butrintu, gdzie zwiedzilismy ruiny starożytnego miasta. Później odpoczywalismy na plaży 😉 Dziś z Ksamilu ruszyliśmy do Gjirokastry. Zobaczyliśmy tam zamek, który oprócz standardowego „wyposażenia” miał na swoim dziedzińcu wrak amerykańskiego samolotu. Jadąc prawie cały dzień górskimi drogami dotarliśmy do miasta Pogradec nad jeziorem Ochrydzkim. Jutro czeka nas Macedonia… Tak po krótce wyglądało kilka h dni. Albania to wspaniały kraj, z przepięknymi krajobrazami i niezwykle sympatycznymi ludźmi. Wszyscy są bardzo pomocni i prawie zawsze uśmiechnięci. Ale widzą też w nas turystów, którzy generują im dochód, dlatego trzeba być czujnym jeśli chodzi o płatności. Przepraszamy za wszelkie błędy i literówki popełnione w tym poście – niestety zmęczenie daje znać o sobie…

Przełęcz Llogara - Albania 2015

Orikum - Albania 2015


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , , , by with no comments yet.

Mała wycieczka

Opole -> Góra św. Anny -> Zdzieszowice -> Zalesie Śląskie -> Kędzierzyn-Koźle -> Głogówek -> Prudnik -> Opole


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , , by with 1 comment.

Jura Rally

Sezon już na dobre się rozpoczął, więc nastała pora na kolejny rajd. Tym razem wybraliśmy się na Jura Rally. Impreza, jak sama nazwa wskazuje, odbywa się na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Na szczęście mieliśmy już małe doświadczenie z Kociego Rajdu, dzięki czemu mogliśmy się lepiej przygotować, czyli między innymi zabrać ze sobą ubrania przeciwdeszczowe 😉

DSC_0814

Ze względu na wczesną godzinę startu Rajdu, z Opola wyruszyliśmy dość wcześnie, bo w piątek rano. Tym razem ekipa składała się z 4 osób. W drodze do celu zahaczyliśmy o Częstochowę. Byliśmy lekko zdziwieni tym, że wbrew naszym obawom, na Jasnej Górze wcale nie było tłumów. Owszem, nie można powiedzieć, że było pusto, ale nam to miejsce zawsze kojarzyło się z ogromną ilością ludzi… Bez problemu udało nam się wejść do Kaplicy Matki Boskiej Jasnogórskiej, odwiedziliśmy również Skarbiec. Wydawało nam się, że ta sala powinna być bardziej… imponująca. A tymczasem to kaplica kipiała od złota i różnistych ozdób.

IMG_0622

Ale wracając do tematu…

Na miejsce (Jurajski Gród, miejscowość Piasek) dotarliśmy jako pierwsi uczestnicy. I nawet dobrze, bo mieliśmy czas rozejrzeć się po okolicy i coś przekąsić. Nie musieliśmy daleko szukać – jedzenie w Jurajskim Grodzie jest naprawdę pyszne. Na terenie obiektu mieści się również Park Miniatur Zamków Jurajskich. Znajdujące się tam makiety zostały wykonane z kamienia wapiennego, w skali 1:20. Atrakcja chyba głównie przygotowana dla dzieci, ale za to zdobyliśmy wiedzę, która przydała się podczas Rajdu.

DSC_0714

I się zaczęło…

Wystartowaliśmy na początku stawki. Do pierwszego punktu prowadził itinerer. Dość szybko udało nam się tam trafić. Mieliśmy możliwość zwiedzenia Jaskini Głębokiej w rezerwacie przyrody Góra Zborów. Pani przewodnik mówiła o genezie jaskini oraz szacie naciekowej, udało nam się zobaczyć nietoperze.

DSC_0779

Po tej 30-minutowej wycieczce udaliśmy się do biura Rajdu, gdzie czekało na nas nowe zadanie – przyporządkowanie zdjęć zamków jurajskich do ich nazw. Trzeba przyznać, że nie było łatwo. Zaraz potem dostaliśmy wskazówki jak dotrzeć do kolejnych punktów (już bez itinerera). Niektóre z podpowiedzi zostały sformułowane w postaci wierszyków.

Po długich naradach (i kawie ;)) skierowaliśmy się do Ogrodzieńca w poszukiwaniu… konia/ stadniny koni. Cel znaleźliśmy przez przypadek, bo praktycznie zaparkowaliśmy przed nim, jednocześnie wcześniej go nie widząc… Koniem okazała się jedna z organizatorek imprezy, która miała na sobie plastikową głowę zwierzęcia. Zadowoleni z siebie wybraliśmy się na pyszne flaki serwowane w restauracji pod ogrodzienieckim zamkiem.

Niestety, nasze zadowolenie szybko znikło, gdy zorientowaliśmy się, że wciąż nie wiemy gdzie znajduje się opisana w instrukcji ferma strusi. Ruszyliśmy trasą obligatoryjną w nadziei, że znajdziemy to miejsce oraz budynki ze zdjęć, które mieliśmy dodatkowo odszukać. Nagle, złota myśl Daniela – wracamy do Ogrodzieńca, tam musi być ferma. I była. Przywitał nas przemiły gospodarz, który powiedział co nieco o swoich podopiecznych. Panie miały nawet okazję je nakarmić. Kolejny punkt zaliczony, ale kilometry (duuużo kilometrów) nabite 🙁 Tym samym już wiedzieliśmy, że nie ma szans na czołowe miejsca w klasyfikacji Rajdu. Ale walczyć trzeba dalej! Wróciliśmy na trasę i bez problemu odszukaliśmy obiekty ze zdjęć, których wcześniej nie zauważyliśmy. Tam sweet focia (dowód) i dalej w drogę.

DSC_0797

Pod kościołem w Sokolnikach czekała na nas kolejna konkurencja, wbrew pozorom także nie taka łatwa. Uczestnicy musieli pokonać slalom w parach, mając na sobie drewniane narty. Było sporo śmiechu… i równie dużo upadków, na szczęście na miękkie, trawiaste podłoże.

Dalej ruszyliśmy w kierunku zamków w Mirowie i Bobolicach. Obydwa zabytkowe obiekty są częścią Szlaku Orlich Gniazd. W Mirowie zostały już tylko ruiny zamku z XIV wieku, gdyż budowla została zniszczona w czasie potopu szwedzkiego. Natomiast w zamek Bobolicach zrekonstruowano i dziś można zwiedzać komnaty oraz muzeum tam się mieszczące. Obydwie budowle na swój sposób są do siebie podobne i równie piękne.

DSC_0801

Kolejne zadanie odbyło się w miejscowości Żarki, przy ruinach kościoła pw. św. Stanisława. Jeden z zawodników musiał przejść wyznaczoną trasę z zawiązanymi chustą oczami oraz z kubkiem wody w ręku. Druga osoba mogła go instruować. Tutaj poszło nam całkiem dobrze, Daniel doniósł do mety prawie pełen kubek.

Znalezienie ostatniego punktu Rajdu nie byłoby możliwe, gdyby nie pomoc lokalnych mieszkańców. Zgodnie z treścią „pomocniczego” wierszyka ,w Siedlcu szukaliśmy „czegoś”, co ma napis na wspomnianej w układance „dupce”. Okazało się, że tym czymś wcale nie jest żaden pomnik, jak początkowo myśleliśmy, a Jaskinia na Dupce (w tym wypadku Dupka to pagórek, na którym mieściła się ów grota).

Po kilkugodzinnej jeździe, mocno zmęczeni, dotarliśmy do mety. A tam czekali już na nas organizatorzy z niesamowicie dobrą cytrynówką 😉 Zdobyte na trasie odpowiedzi okazały się prawidłowe, zaliczyliśmy wszystkie zadania. Niestety zrobiliśmy trochę za dużo kilometrów. Co nam pozostało? Zabawa do późnych godzin nocnych 😀

Na powrót zaplanowaliśmy jeszcze wizytę na zamku w Olsztynie. Jest to obiekt większy niż wyżej wspomniane zamki w Mirowie i Bobolicach. Do czasów obecnych zachowały się fragmenty zamku górnego z cylindryczną wieżą oraz baszta Sołtysia-Starościańska. Trzeba się trochę powspinać, ale za to ze szczytu wzgórza rozciąga się piękny widok na miasto. Ze względu na dość silny wiatr, nie przeciągaliśmy zbyt długo naszej wizyty tam.

DSC_0833

DSC_0851

Na trasie wpadliśmy na żurek do zajazdu Tytan w Kochanowicach – zdecydowanie nie polecamy tego miejsca! Niemiła obsługa, kiepskie jedzenie.

Jura Rally to na razie jeszcze (!) dość kameralny rajd, ale jesteśmy pewni, że z roku na rok frekwencja będzie coraz większa. Poza tym owa kameralność wcale nam nie przeszkadzała, bo dzięki temu mogliśmy poznać całe grono niezwykle ciekawych osób. Ponadto należy podkreślić, że jest to impreza dla ambitnych – trzeba trochę pomyśleć zanim wyruszy się w trasę, dokładnie przeanalizować, która droga będzie najkrótsza (w punktacji bardzo istotna była ilość przebytych kilometrów). Pogoda co prawda nas nie rozpieszczała, ale przecież drobny deszcz, to nie przeszkoda, zwłaszcza jak ma się na sobie membranę. Nie odbyło się też bez drobnych strat. Wszystko za sprawą zbyt mocnego zakrętu, który wywiódł (dosłownie) w pole naszego kolegę. Na szczęście upadek nie był gwałtowny, pozostał jedynie niewielki ślad na motocyklu – złamany kierunkowskaz.

Podsumowując, Jura Rally, to naprawdę fajna i ciekawa motocyklowa impreza, z wieloma atrakcjami dla uczestników i świetną atmosferą. Wielkie brawa dla organizatorów, widzimy się za rok 🙂

DSC_0692


Posted in Uncategorized and tagged , , , , by with no comments yet.

Zamki i grody – ciąg dalszy

Część z Was czytając relację z naszej ostatniej wyprawy do Czech, porównywało zamek w miejscowości Velke Losiny do tego w Brzegu. Postanowiliśmy sprawdzić jak duże jest to podobieństwo…

W brzeskim zamku mieści się obecnie Muzeum Piastów Śląskich. Jest tam wiele interesujących eksponatów (o których będzie mowa później) i dlatego trochę dziwi fakt, że miejsce to nie jest zbyt oblegane przez zwiedzających. Oprócz nas zamek odwiedziła tylko około 20-osobowa grupa niemieckich turystów. Odnieśliśmy nawet wrażenie, że pracownicy Muzeum byli lekko zaskoczeni naszym przybyciem. Tym samym nie dane nam było skorzystać z wiedzy przewodnika, gdyż był już zajęty oprowadzaniem wyżej wspomnianej grupy. Ale za to przez całą wędrówkę po zamku towarzyszyli nam ochroniarze… i trzeba przyznać, iż niektórzy z nich mieli całkiem sporo informacji na temat historii tego obiektu.

DSC_0664

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od podziemi. Znajdowały się tam sarkofagi nowożytnych Piastów legnicko-śląskich oraz kopie średniowiecznych nagrobków, m.in. Henryka Brodatego,Bolesława III Rozrzutnego i Henryka VI Dobrego.

DSC_0680

DSC_0689

Z kolei na pierwszym piętrze mieliśmy okazję podziwiać zbroje oraz ubiór dworski z XIII-XVII w. Stroje zwracały uwagę dużą gamą swoich kolorów. Na końcu pomieszczenia rozłożono ogromną makietę Brzegu.

brzeg byczyna (1)

Kolejne piętro Muzeum przywitało nas obrazami Jana Styki: „Grunwald” oraz „Polonia”. Obydwa obrazy zostały namalowane z niesamowitą precyzyjnością, dokładnie widać dosłownie każdy ich szczegół. A trzeba jeszcze podkreślić, że są całkiem sporych rozmiarów, co powoduje, że efekt jest jeszcze większy. Dalej można zobaczyć jak mieszkali niegdyś gospodarze zamku. Niestety, zauważyliśmy, że sporo z eksponatów to jedynie kopie z czasów współczesnych. Stało się tak zapewne dlatego, że z samego wnętrza zamku nie zachowało się w zasadzie nic.

Na szczęście nie wszystkie przedmioty okazały się kopiami, co mogliśmy zaobserwować na ostatnim piętrze. Wystawa ta pokazuje sztukę Śląska z XV-XVIII w. Jak wiadomo sztuka wówczas była często skupiona wokół kościołów, stąd eksponaty ewidentnie nawiązywały do treści religijnych. Przykładowo, tuż przy wejściu umiejscowiono drewniane rzeźby z Ukrzyżowania Pańskiego, dalej widać między innymi figurki maryjne czy też postacie aniołów.

Na koniec czekała nas jeszcze jedna wystawa – „Blask lampy naftowej”. W niewielkim pomieszczeniu zgromadzono szereg różnorakich i różnobarwnych lamp. Aż szkoda, że zabroniono robienia zdjęć… Nie można także przejść się po parku, usytuowanego z tyłu zamku. Przykro patrzeć jak taki ładny teren stoi ogrodzony i niedosŧępny dla mieszkańców oraz turystów.

Oprócz Muzeum Piastów Śląskich zdążyliśmy także zobaczyć Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego, rynek, gotycki kościół pw. św. Mikołaja oraz Bramę Odrzańską z XVI w.

DSC_0731

Korzystając z tego, że wyruszyliśmy dość wcześnie z Opola i mieliśmy jeszcze przed sobą prawie całe popołudnie, postanowiliśmy odwiedzić gród warowny w Byczynie. Konkretnie znajduje się on we wsi Biskupice nad zalewem Brzózki. Obiekt z zewnątrz prezentował się całkiem okazale, ale trzeba było zobaczyć nasze zdziwienia, kiedy okazało się, że w jego środku znajdują się jedynie… puste ławy. Wyczytaliśmy wcześniej, że sporo się tam dzieje – odbywają się szkolenia z zakresu fechtunku, strzelania z łuku, pokazy strojów średniowiecznych, itp. Warto dodać, że byliśmy tam 1 czerwca, czyli w Dzień Dziecka. Na dodatek droga do grodu była dość wyboista – ładna polna ścieżka w pewnym momencie zamieniła się w zabłoconą i grząską drogę. Cóż, najwidoczniej mieliśmy pecha 😉

DSC_0740

W drodze powrotnej mijaliśmy dwa piękne, drewniane kościoły: w Biskupicach i w Brzezinkach. Później zatrzymaliśmy się jeszcze w Kluczborku. Tam spacerując po rynku, dotarliśmy do wieży ciśnień z XV w. (inaczej wieża bramy „Krakowskiej”). Udało nam się również obejrzeć wystawę plenerową „Współczesne ule figuralne” w Muzeum im. Jana Dzierżonia. Na tym zakończyliśmy naszą niedzielną podróż.

DSC_0763


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , by with no comments yet.

Bajkowo

DSC_0653

Niektórym ciężko uwierzyć, że ten piękny, wręcz bajkowy pałac przedstawiony na zdjęciu powyżej mieści się w Polsce… a jednak! Tak konkretnie pałac jest w Mosznej, w województwie opolskim, około 30 minut jazdy od Opola.

Budowla pochodzi z XVIII wieku, ale w kolejnych latach dobudowywano kolejne jej elementy. W efekcie ma 99 wież i 365 pomieszczeń. Dlaczego 99 wież, a nie więcej? Otóż właściciele zamków mających więcej niż 100 wież musieli oddawać swe wojsko do dyspozycji króla; sprytny gospodarz pałacu w Mosznej chciał tego uniknąć.

Pewnie część z Was, która ma już na swoim „koncie” wizytę w tym miejscu, zastanawiała się skąd w jednym z okien wziął się kościotrup. Nawiązuje on do historii pewnej guwernantki, która zakochała się w księciu. Oczywiście z powodu różnic klasowych miłość ta nie mogła być spełniona. Załamana kobieta popełniła samobójstwo, skacząc z wieży zamku. Ponoć każdej nocy jej duch błąka się po korytarzach. I kolejna ciekawostka – budowla ta w rzeczywistości jest pałacem, a nie zamkiem. Zamki mają elementy obronne, takie jak na przykład fosa, a w ich skład wchodzi cały kompleks budynków niemieszkalnych (m.in. stajnie, magazyny). Budowla w Mosznej tego nie ma, jednakże już od wielu lat nie wiedzieć czemu przyjęło się nazywać ją zamkiem.

DSC_0675

Wszystkie te informacje zdobyliśmy podczas zwiedzania wnętrza pałacu w Mosznej. Niestety, trzeba przyznać, że sale wewnątrz nie robią już takiego wrażenia jak widok na zewnątrz. I tak byliśmy w: sali lustrzanej bez luster, bibliotece bez książek oraz kaplicy bez krzyża (to pewnie akurat dlatego, że została przekształcona w salę koncertową). Chyba najbardziej naszą uwagę przyciągnęły bogato zdobione sufity. Warto tam zajrzeć, chociażby po to, żeby usłyszeć co nieco o historii tego miejsca. Zwiedzanie tylko z przewodnikiem, trwa około 3 kwadranse, koszt to 10 złotych. Na szczęście przewodnik ma do dyspozycji mikrofon, co jest niezwykle istotne, bo grupy odwiedzających potrafią być całkiem spore.

DSC_0676

Jeszcze do niedawna w części pałacu mieściło się Centrum Terapii Nerwic. Obecnie znajduje się tam hotel. Oprócz tego jest także restauracja. Serwują tam bardzo dobre potrawy, w przystępnych cenach. Przez restaurację wiedzie jedyna droga ku oranżerii, kolejnej atrakcji pałacu.

Budowla otoczona jest parkiem, który słynie z dużej liczby kolorowych azalii. Z tego powodu najlepiej wybrać się tam na wiosnę, kiedy krzewy kwitną. Idąc aż do obrzeży parku można natknąć się na ścieżkę prowadzącą na cmentarz, gdzie zostali pochowani dawni właściciele zamku. Dowiedzieliśmy się, że żyją jeszcze ich przodkowie, co kilka lat odwiedzają to miejsce, nie mają już jednak do niego żadnych praw – pałac w Mosznej jest własnością Skarbu Państwa.

DSC_0708


Posted in Uncategorized and tagged , , , , by with no comments yet.

Pierwszy rajd YAMAHY

W ubiegły weekend postanowiliśmy spróbować swoich (i YAMAHY) sił w rajdzie. Zdecydowaliśmy się na Koci Rajd ze startem w Sulistrowicach, zorganizowany przez Wrocławskie Stowarzyszenie Motocyklistów Wlatislavia Bikers. Była to już piąta edycja tej imprezy. Swą nazwę zawdzięcza Górom Kocim, miejscu, gdzie obywają się zawody. Mają one charakter turystycznego rajdu na orientację po wyznaczonym szlaku. Oprócz tego na trasie ulokowane są punkty, gdzie uczestnicy muszą wykonać zadania lub odpowiedzieć na pytania zawarte w roadbook’u.

DSC_0653

Z Opola wyruszyliśmy rankiem, grupą sześciu motocykli. Na szczęście nie musieliśmy się spieszyć, gdyż najpóźniej mogliśmy wystartować nawet w południe. Zaraz po rejestracji mieliśmy już okazję do zdobycia pierwszych punktów – przeszliśmy krótki kurs pierwszej pomocy, później każdy z osobna uczył się reanimacji na fantomie. Tak przygotowani wyruszyliśmy naszą opolską grupą w trasę. Pierwszy przystanek to Pałac w Krzyżowej i od razu niełatwe zadanie – ustalenie jakie ptaki widnieją na herbie grodu. Kolejna konkurencja wcale nie była prostsza, gdyż musieliśmy zlokalizować kościół na podstawie otrzymanego wcześniej zdjęcia, a następnie policzyć liczbę rosnących przy jego bramie orzechów. Na trasie były również konkurencje zręcznościowe (np. wbijanie gwoździ, strzelanie do prowizorycznej bramki piłką fitness), jak i te wymagające sprawności intelektualnej (np. obliczenie ile litrów wody zmieści się w bali, umiejscowionej przy jednym z punktów rajdu).

Fajne jest to, że przy okazji mogliśmy zobaczyć sporo atrakcji znajdujących się w okolicy. Duże wrażenie zrobiła na nas zapora na jeziorze bystrzyckim, która zachwycała swoją wielkością i widokami rozpościerającymi się z niej. Zwiedziliśmy też Muzeum Broni i Militariów w Świdnicy. Co ciekawe, jest to obiekt całkowicie prywatny, a jednak znajduje się w nim sporo eksponatów: zaczynając od odzieży wojskowej, karabinów, hełmów, a kończąc na czołgach i myśliwcach. I wreszcie ostatnia atrakcja – malowniczo położony młyn z przemiłymi gospodarzami, przy którym mieściła się wyżej wspomniana balia z wodą.

Klimat podczas rajdu był niesamowity. Mimo że formuła imprezy wiąże się z pewną rywalizacją, to nie dało się jej odczuć, a każdy uczestnik był przyjaźnie nastawiony do drugiego. Największą przeszkodą na trasie okazała się pogoda. Początkowo wręcz idealna, z czasem zaczęła się pogarszać i w efekcie około 1/3 trasy przejechaliśmy w deszczu. Wydłużyło to czas naszego przejazdu, ale na szczęście później znów zaświeciło słońce, które wysuszyło nasze przemoczone kombinezony. Zmęczeni, ale w dobrych humorach, po ponad 6 godzinach jazdy dotarliśmy do mety. A tam jeszcze tylko ostatnia konkurencja – slalom, i można było zdawać karty przejazdu. Na zakończenie rajdu przygotowano imprezę z koncertem i ciepłym poczęstunkiem. Niestety znowu deszcz dał znać o sobie i zdecydowaliśmy się na szybszy powrót do Opola. Tym samym nie poznaliśmy ostatecznych wyników rajdu. Nie jesteśmy tym jednak zawiedzeni, wszak najważniejsza jest atmosfera. Do zobaczenia na rok!

DSC_0683


Posted in Uncategorized and tagged , , , , , , , by with no comments yet.

Żeby było jaśniej

W celu poprawy bezpieczeństwa oraz zwiększenia komfortu jazdy nasz motocykl zyskał kolejne nowe elementy.

Dobre oświetlenie nie jest dobrą stroną starszych motocykli, takich jak nasza YAMAHA. Postanowiliśmy więc zmianić zwykłą żarówkę H1 na jej odpowiednik H1 tylko znacznie skuteczniejszą – xenonową. Rożnica jest kolosalna, światło jest białe i sięga znacznie dalej niż zwykła żarówka. Dodatkowym pozytywnym efektem jest mniejsze zużycie prądu aż o 20W, a to już sporo w przypadku motocykla.

DSC_0626

Zamontowaliśmy także nową kierownicę. Lepsze prowadzenie, szersza i bardziej prostsza kierownica typu enduro spowodowała, że mniej siły trzeba używać, by jazda stała się stabilniejsza (szczególnie w przypadku pokonywania wyboistych odcinków). Ponadto jest ona wzmocniona dodatkową poprzeczką. Na szerokiej kierownicy znalazły też swoje miejsce osłony rąk tzw. HANDBARY oraz swego rodzaju luxus – HOTGRIPY, czyli grzane manetki. Przyda się w deszczową pogodę, podczas jazdy w nocy, jak również wczesną wiosną i jesienią.

DSC_0636 DSC_0635


Posted in Uncategorized and tagged , , , by with 2 komentarze.
Close
%d bloggers like this: